"Krysia była moją sąsiadką. Nie miałam z nią zażyłych relacji, ale zawsze wymieniałyśmy uprzejmości na korytarzu w bloku. Oczkiem w jej głowie był piesek. Mały kundelek. Fafik jest przyjacielski, zawsze go głaskałam. Poszłam na pogrzeb sąsiadki i usłyszałam, jak jej rodzina mówi, że odda psa do schroniska, bo nie ma, kto się nim zaopiekować. Łzy stanęły mi w oczach. Nie mogłam tak tego zostawić i go przygarnęłam. Zyskałam wdzięcznego przyjaciela".
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Krysia kochała Fafika
Raczej unikam sąsiadów, nie lubię nawiązywać z nimi relacji. Krystyna była jednak bardzo uprzejmą kobietą. Zawsze chwilę rozmawiałyśmy na korytarzu, gdy się mijałyśmy. Często chodziła ze swoim pieskiem na spacer. Fafik jest przyjacielski, więc głaskałam go i bawiłam się z nim. Był oczkiem w głowie swojej właścicielki, choć to zwykły kundelek i nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jest malutki i ma długą sierść, ale na pewno nie jest ładnym pieskiem. Kiedy Krysia zmarła, poszłam na jej pogrzeb, a tam usłyszałam coś strasznego. Nie spodziewałam się, że rodzina będzie chciała oddać pieska do schroniska. Przecież to był najlepszy przyjaciel Krystyny i oni powinni się nim zająć.

Teraz to mój przyjaciel
Nie mogłam tak tego zostawić. Podeszłam do syna Krystyny ze łzami w oczach i zapytałam, dlaczego oddadzą Fafika do schroniska. Powiedział, że nie ma, kto się nim zająć, że rodzina ma swoje obowiązki i nie chcą mieć psa. Mówił to zupełnie beznamiętnie. Ja bez najmniejszego zastanowienia odparłam, że przygarnę pieska i zajmę się nim najlepiej, jak tylko potrafię. Syn wyraźnie się ucieszył. Powiedział, że spadł mu ogromny ciężar z barków i mogę nawet dziś zabrać psa, bo nie ma, kto się nim opiekować. Dziś ten mały kundelek jest moim najlepszym przyjacielem.
Nie rozumiem, jak rodzina mogła chcieć go oddać
Fafik jest ułożony i grzeczny. Nie niszczy w domu, chce się ciągle przytulać. Jest to wdzięczny towarzysz, który za każdym razem przyprawia mnie o uśmiech. Nie rozumiem, jak rodzina Krystyny mogła chcieć go oddać. To naprawdę wspaniały pies, który w ogóle nie jest problematyczny. Dziś nawet się nim nie interesują. Myślałam, że chociaż wezmą ode mnie numer telefonu, żeby dowiedzieć się czasami, co słychać u pieska. Nic z tych rzeczy. Sprzedali mieszkanie Krystyny i zapomnieli o wszystkim. Problem już ich nie dotyczy.
Właścicielka Fafika