"Kilka tygodni temu uczestniczyłam w zjeździe maturalnym mojego rocznika. Cieszyłam się na to spotkanie, ponieważ chciałam spotkać się ponownie ze starymi znajomymi, z którymi straciłam kontakt. Niestety, opuściłam imprezę przed czasem i z nieprzyjemnym uczuciem, które ciągle mnie towarzyszy. Miałam nadzieję na wspólne wspomnienia i rozmowy, ale okazało się, że tego typu spotkania często sprowadzają się do przechwałek i opowiadania nieprawdziwych historii, mających na celu zaimponowanie innym".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Zjazdy maturalne są szkodliwe dla ludzi
Cieszę się, że mam zdrowy dystans do siebie i życia, bo inaczej miałabym problem. Zwłaszcza po ostatnim zjeździe maturalnym, gdzie spodziewałam się dobrze się bawić, powspominać stare czasy i miło spędzić czas. Niestety, nic z tego się nie wydarzyło. Wprawdzie poszłam na imprezę, ale głównie po to, by posłuchać, jak inni mają perfekcyjne życie.
Przechwalali się wszyscy. Zaczęło się od samego wejścia. Ja poszłam w ciemnych jeansach, zwykłej bluzce i marynarce, podczas gdy moje koleżanki były w drogich sukienkach, jak na wesele, z profesjonalnym makijażem i fryzurą. Czułam się tam jak uboga krewna. To był dopiero początek.
Każdy opowiadał, jak wspaniale mu się wiedzie. Własne firmy, kierownicze stanowiska, dzieci i współmałżonkowie na zdjęciach, które wyglądały jak z Instagrama. Oczywiście oni sami pokazywali te foty na swoich drogich sprzętach, których ja nigdy wcześniej nie widziałam. Potem ich przygody podróżnicze i życiowe doświadczenia. Prawdziwa masakra.

Nikt nikogo o nic nie zapytał
Najbardziej mnie zaskoczyło, że nikt nikogo o nic nie pytał. Wszyscy sami zaczynali opowieści, czasem przerywając sobie nawzajem. Po trzech godzinach takich rozmów zaproponowałam wspomnienie śmiesznej sytuacji z liceum. Miałam nadzieję, że rozmowa potoczy się inaczej i w końcu trochę wyluzujemy i będziemy się wreszcie dobrze bawić.
Ludzie tylko machnęli ręką, stwierdzając, że to przeszłość, a liczy się teraźniejszość. Kolejną godzinę słuchałam, jak są spełnieni i szczęśliwi. Później o ich planach na wakacje i dalsze życie, a także o inwestycjach, które chcą wdrożyć w przyszłości. Wyszłam z knajpy niezauważona i wróciłam do domu.
Zastanawiam się, co chcieli tym osiągnąć. Być może próbowali przekonać samych siebie, że są naprawdę szczęśliwi. Szkoda mi tylko czasu, jaki poświęciłam na ten zjazd. Nigdy więcej takich spotkań.
Eliza