"Nie wiem, co jest z tymi dzisiejszymi mężczyznami. Tak niby człowiek wiedział, ale jednak się łudził, że nie wszyscy są tacy sami i szczerze miałam nadzieję, że moja córka trafiła na tego wyjątkowego. Okazuje się jednak, że jej wybranek jest jednym z tych, dla których leżenie na kanapie przed telewizorem to świętość. Dla mnie to niecodzienna sytuacja, że zięć nie przyjechał do mnie na niedzielny obiad, bo wolał oglądać mecz reprezentacji".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Prześlij swoją historię na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Zięć wybrał mecz zamiast obiadu u teściowej
To się wydarzyło w minioną niedzielę, kiedy Polska grała swój pierwszy mecz na tych całych mistrzostwach Euro 2024. Tego dnia szykowałam taki większy obiad, bo zaprosiłam też swojego brata z rodziną i mieliśmy miło spędzić ten dzień w rodzinnej atmosferze. Dojechali wszyscy poza moim zięciem, który wolał zostać w domu z uwagi na ten mecz.
Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam w drzwiach córkę bez Darka, tym bardziej że to był niedzielny obiad, który dla mnie jest pewnego rodzaju tradycją. W tygodniu każdy jest zapracowany i nie ma za bardzo czasu na rodzinne spotkania, ale niedziela jest do tego dniem idealnym.
Ewelina próbowała go tłumaczyć, że coś tam musiał zrobić do pracy, ale ja się domyśliłam, jaki jest prawdziwy powód tej nieobecności. Zięć jest zapalonym fanem piłki nożnej i dla niego opuszczenie jakiegokolwiek meczu nie może mieć miejsca, a już na pewno nie wtedy, gdy gra nasza reprezentacja.
canva.com
Obawa teściowej o przyszłość własnej córki
Ja jestem w stanie wszystko zrozumieć, bo to jest młody chłopak, ma zaledwie 27 lat i fajnie, że ma swoje zainteresowania, no ale ludzie kochani. Nie można popadać w taką skrajność, że się rodzinę zawodzi z powodu jakiegoś meczu piłkarskiego. Dla mnie jest to niedopuszczalne.
Z tego, co słyszałam od córki, to podobne sytuacje są u niego normą zarówno w stosunku do niej samej, jak i jego własnych rodziców. Mecz jest najważniejszy i koniec. Aż mi się na język ciśnie pouczająca wiązanka w jego stronę, ale co ja tam się będę wtrącać. To nie jest moja sprawa.
Martwię się jednak o przyszłość Eweliny, bo jak kiedyś będą mieli dzieci, to ja nie wiem, co to będzie. Przy dzieciach potrzeba zaangażowania obojga rodziców, a nie tylko matki. Moja córka to drobna kobieta i ona może nie mieć siły, żeby udźwignąć na barkach wychowanie dziecka w pojedynkę.
Znam już takie przypadki, gdzie tatuś leży przed telewizorem i ogląda mecz, a wszystko na głowie kobiety od gotowania, sprzątania po opiekę nad dziećmi. Zięć niestety tym zachowaniem pokazał mi, że jest nastolatkiem w ciele dorosłego chłopa i będzie mi ciężko ponownie mu zaufać.
Janina