"Nauka to obowiązek każdego dziecka. Nie wyobrażam sobie nagradzać syna czy córki za to, że przejdzie z klasy do klasy, albo za dobre oceny. Mam jednak taką znajomą, która swoje dziecko nagradza dosłownie za wszystko. I już niejednokrotnie wydało mi się to przesadzone, jednak gdy dowiedziałam się, co szykuje dla córki na zakończenie roku, to miałam ochotę powiedzieć głośno, że przegięła. Dzieciak później chodzi do szkoły tylko dla prezentów".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Prześlij swoją historię na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Nie pochwalam tego
Nie pochwalam takiego podejścia. Mam znajomą, która nagradza swoją córkę za dosłownie wszystko. Ona wie, że nawet za podstawowe, domowe czynności dostanie od matki pieniądze. Za pościelenie łóżka, wyniesienie śmieci czy umycie po sobie naczyń. W taki sposób uczy się obowiązkowości.
A co, jeśli któregoś dnia matka w końcu powie, że dziś ma to zrobić za darmo, bo po prostu trzeba? Przecież wtedy córka odwróci się na pięcie i uzna, że jej się to nie opłaci.
Ja naprawdę rozumiem, że dziecko powinno się czasami nagradzać. Ale to w momencie, kiedy naprawdę sobie za to zasłuży. A nie dosłownie za każdą czynność, nawet podstawową.
Nie wiem, co z niej wyrośnie
Nie wiem, co wyrośnie z tej dziewczynki. Ja moje dzieci wychowuję zupełnie inaczej. Owszem, nagradzam i syna i córkę, ale w momencie, gdy naprawdę sobie na to zasłużą.
A od znajomej usłyszałam, że na jej córkę czeka wypasiona nagroda za świadectwo. Jeszcze, żeby mała miała super oceny, ale ona ma średnią ledwie 4.0, przecież to nie jest wcale jakoś super.
A matka kupiła jej nowy rower i mnóstwo gadżetów po niego.
Moje dzieci, gdyby potrzebowały rowerów, dostałyby je po prostu bez okazji. Bo jestem ich matką i mam obowiązek kupować im to, czego potrzebują.
canva.com
To dobra droga
Moim zdaniem właśnie to jest ta dobra droga. Prezenty bezinteresowne są najlepsze. A tamta dziewczynka pewnie czuje, że na wszystko musi sobie "zarobić" i z jednej strony to dobrze, bo przynajmniej wie, że pieniądze nie spadają z nieba.
Ale z drugiej strony musi wiedzieć też, że w dorosłym życiu nikt nie zapłaci jej za pościelenie własnego łóżka, albo za skompletowanie swoich skarpetek.
No i przecież uczy się tylko i wyłącznie dla siebie. Żeby jej w życiu było łatwiej. Mama przestanie płacić, a ona uzna, że nie skończy studiów, bo nie dostanie pieniędzy za każdy zdany egzamin. Totalnie to nie po mojemu. No cóż.
Grażyna