"Nie będę dobrze wspominać komunii syna. Przypadkiem odkryłam, co mój mąż robił z żoną mojego brata. Nigdy by mi to nie przyszło do głowy, ale wszystko zdradziły zdjęcia wykonane przez fotografa".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Prześlij swoją historię na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Komunia mojego syna
Komunia Bartusia była ważnym wydarzeniem dla całej naszej rodziny. Zorganizowaliśmy z tej okazji przyjęcie w restauracji. Wszyscy jesteśmy wierzący, więc chciałam, aby ten dzień miał wyjątkową oprawę i żeby mój synek zapamiętał go na długo. Nasi rodzice obiecali, że dołożą nam pieniędzy, abyśmy mogli wybrać dobrą restaurację i zaprosić całą bliską i dalszą rodzinę.
Zatrudnij też jakiegoś fotografa, niech Bartuś ma pamiątkę. A przy okazji wszyscy się spotkamy. Już tak dawno nie mieliśmy okazji do rodzinnego spotkania
- powiedziała moja matka, która zawsze najbardziej ceniła pokazanie się z jak najlepszej strony, szczególnie przed rodziną.
Myślę, że nie zniosłaby tego psychicznie, gdyby przyjęcie komunijne odbyło się w domu albo w jakimś kiepskim lokalu. To trochę typ “zastaw się, a postaw się”. Zaprosiliśmy więc całą rodzinę, w sumie grubo ponad 30 osób, i zaraz po uroczystości w kościele wybraliśmy się do restauracji na obiad.

Ważny dzień
Wszystko było pięknie, tylko oczywiście nie obyło się bez kłótni. Marek, mój mąż, co chwilę odchodził od stołu i robił coś w telefonie. W końcu zwróciłam mu uwagę, ale on, zamiast przeprosić, jeszcze się obruszył.
Mam ważny projekt w pracy, zapomniałaś? Nie ma mnie tam, ale obiecałem, że będę na łączach
- odpowiedział i odwrócił się, nie dając mi szans na dalszą dyskusję.
Bardzo mnie to zdenerwowało, ale okazało się, że to był tylko wierzchołek góry lodowej. Tydzień po uroczystości przyszły zdjęcia od fotografa. Jak się okazało, obiektyw złapał to, co mi totalnie umknęło, między szarpaniem się z moją matką o to, jaką wybrałam zupę, a wycieraniem plam z marynarki Bartusia. Na zdjęciach zobaczyłam mojego męża, który wyraźnie adorował moją bratową. Najwidoczniej w pewnym momencie, zapewne po naszej krótkiej wymianie zdań, Marek usiadł koło Ilony i wpatrzony w nią łapał ją za kolana. Tyle było widać na zdjęciach.
Byłam w szoku, ale to były tylko moje przypuszczenia. Kiedy Marek wrócił z pracy do domu, pokazałam mu te zdjęcia i postanowiłam go skonfrontować, udawał, że nic się nie stało.
Tylko rozmawialiśmy o Bartusiu, a ty już romans wietrzysz, zazdrosna kobieto
- odpowiedział.
Tego wieczoru, kiedy poszedł spać, przejrzałam jego telefon. Ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że w dniu komunii Bartusia mąż wcale nie korespondował z kolegami z pracy, a z moją bratową! Wypisywał do niej, żeby poszła z nim na zewnątrz, bo musi jej powiedzieć coś ważnego. Pisał też, że pięknie wygląda i że zazdrości mojemu bratu tak pięknej żony! Nigdy mu nie wybaczę.
Adrianna