"Kiedy rozpakowywałam weselne prezenty, natrafiłam na niepodpisaną kopertę. Kiedy ją otworzyłam, znalazłam zamiast prezentu pociętą gazetę. Aż mi mowę odebrało. Szybko dowiedziałam się, kto mi wręczył coś takiego."
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Prześlij swoją historię na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Wyczekiwany ślub
Nasze wesele miało być wyjątkowe. I takie też było. Ślub odbył się w pięknym kościele, a potem przenieśliśmy się do hotelu, gdzie w ogrodzie zorganizowano przyjęcie weselne. Była orkiestra, pyszne jedzenie i dużo tańców i zabaw. Małe niedociągnięcia, które wszędzie się zdarzają, nie zepsuły nam humoru. Było wspaniale. Dopisała zarówno pogoda, jak i goście, którzy tłumnie się zjawili. Każdy z nich przyniósł prezent lub kopertę - albo to i to.
Nie bardzo przywiązywaliśmy wagę do tych prezentów i nie liczyliśmy wcale, tak jak niektórzy sugerują, że z “datków” gości zwróci nam się wesele. Chcieliśmy po prostu dobrze spędzić czas, dlatego zaprosiliśmy wszystkich naszych znajomych - tych dalszych i bliższych. Oczywiście, zdarzyło się, że koleżanka napisała mi, że bardzo by chciała być z nami tego dnia, ale nie stać ją na hojny prezent, bo niedawno straciła pracę. Odpisywałam wtedy, że chodzi nam tylko o obecność, a nie o prezenty. Ale najwidoczniej ktoś stwierdził, że wpadnie na genialny pomysł i wręczy nam kopertę wypchaną śmieciami.

Wredna koleżanka
Tego dnia, a było to dwa dni po naszym weselu, siedziałam jeszcze w piżamie i piłam poranną kawę. Zaczęłam rozpakowywać prezenty. Było ich całkiem sporo i zajmowały połowę pokoju, dlatego mój świeżo upieczony mąż poprosił, abyśmy zajęli się w końcu rozpakowywaniem tych prezentów. Najpierw przeszliśmy przez gabaryty. Okazało się, że trafiły się nam super prezenty. Thermomix, o którym już od dawna marzyliśmy, voucher do designerskiego sklepu meblowego oraz tradycyjnie - piękna kuchenna zastawa. Takie między innymi znaleźliśmy prezenty. Potem zabraliśmy się za koperty. Było tego sporo, więc podzieliliśmy się liczeniem. W pewnym momencie trafiła mi się niepodpisana koperta. Kiedy ją otworzyłam, moim oczom ukazał się plik pociętych gazet. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Jak bardzo trzeba być bezczelnym, żeby podarować komuś śmieci w kopercie, które udają pieniądze? Rozumiem, że nie wszystkich stać, ale wystarczyło po prostu kupić bukiet kwiatów i też by było wszystko ok.
Byłam ciekawa, kto się porwał na taki karkołomny gest i szybko przejrzałam wszystkie prezenty, odhaczając nazwiska z listy gości i znalazłam. Okazało się, że to moja przyjaciółka, jedna z moich bliższych koleżanek zrobiła mi taki numer. Na początku oniemiałam, ale potem wszystko ułożyło mi się w całość. Otóż ta koleżanka dawno temu podkochiwała się w moim mężu. A przynajmniej miałam takie wrażenie. Kiedy przyprowadziłam go pierwszy raz na spotkanie ze znajomymi robiła do niego maślane oczy. Teraz wyszło szydło z worka. Napisałam jej tylko sms, że zamiast wkładać papier w kopertę, mogłaby lepiej wcale nie przychodzić na ślub. Kiedy to odczytała, zablokowała mnie wszędzie gdzie się dało i tyle było z tej znajomości.
Ada