"To już trzydziesta randka w tym roku, która nie kończy się szczęśliwie. Mam na imię Ela i jestem dziewczyną, która marzy o wielkiej miłości jak z filmów. Ale nie mam szczęścia. Jeden kandydat gorszy od drugiego. Tomek wprost powiedział mi, że jestem zbyt wysoka, Paweł narzekał, że nie mam samochodu, a nie będzie mnie wszędzie woził, a Marcin jeszcze w trakcie spotkania pisał z inną dziewczyną. Coraz bardziej tracę nadzieję na szczęśliwy związek. Nie mam wymagań wielkich. Chcę tylko, żeby ktoś mnie kochał”.
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Prześlij swoją historię na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Szukałam miłości dosłownie wszędzie
Mam trzydzieści dwa lata, jestem kobietą o długich, kasztanowych włosach i błękitnych oczach. Pracuję jako nauczycielka języka angielskiego, mam wielu przyjaciół, ale wciąż brakuje mi tego jednego, wyjątkowego uczucia mężczyzny.
Każde nowe spotkanie zaczynam z nadzieją. Wybieram starannie sukienki, spędzam godziny na przygotowaniach, licząc, że tym razem spotkam kogoś, kto zobaczy we mnie to, co niewidoczne dla innych – moje ogromne serce i pragnienie bycia kochaną.
Tomek był przystojny, dobrze zbudowany, ale jego słowa uderzyły mnie jak zimny prysznic. "Jesteś zbyt wysoka" - usłyszałam na zakończenie randki, jakby wzrost definiował całą moją osobę. Paweł, z kolei, wydawał się obiecujący do momentu, gdy zaczął narzekać na mój brak samochodu. Marcin przebił ich wszystkich, pisząc wiadomości z inną dziewczyną jeszcze podczas naszego spotkania. Czułam, jakby moje marzenia rozpadały się na kawałki za każdym razem, gdy ktoś nie doceniał mojej prawdziwej wartości.

Przełomowy moment
Pewnego wieczoru, po kolejnej nieudanej randce, zdecydowałam się na coś, czego wcześniej nie próbowałam. Zasiadłam przed lustrem, spojrzałam w swoje odbicie i powiedziałam na głos: Zasługuję na miłość. Jestem wartościową osobą i znajdę kogoś, kto mnie doceni.
Postanowiłam zmienić swoje podejście. Zaczęłam bardziej dbać o siebie, nie tylko zewnętrznie, ale przede wszystkim wewnętrznie. Zapisałam się na kurs tańca, zaczęłam regularnie medytować i spędzać więcej czasu z przyjaciółmi, którzy dodawali mi otuchy. Zaczęłam cieszyć się życiem, nie czekając na to, aż ktoś inny uczyni mnie szczęśliwą.
Z każdym dniem, kiedy odkrywałam nowe pasje i czerpałam radość z małych rzeczy, zaczęłam rozumieć, że szczęście nie zależy od drugiej osoby. Odkryłam, że miłość do samej siebie jest najważniejsza. Zrozumiałam, że nie potrzebuję kolejnych randek, by czuć się spełnioną i szczęśliwą.
Postanowiłam, że przestanę szukać miłości na siłę. Skupię się na sobie, na swoich pasjach i marzeniach. Taniec stał się moją ucieczką, moją terapią i sposobem na wyrażanie siebie. Każdy krok, każdy ruch przypominał mi, że jestem silna, wartościowa i pełna życia.
Ela