"Ten cały Sebuś, mój siostrzeniec, zrujnował mojemu dziecku urodziny. Mąż musiał biec do cukierni po ciasto, bo inaczej nie miałabym czym poczęstować gości".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Prześlij swoją historię na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Na urodziny syna zaprosiliśmy dzieci z rodzicami
W sobotę były 6. urodziny mojego syna. Kubuś to grzeczne dziecko, dobrze ułożone. Długo czekał na ten dzień, zaprosił kilku kolegów z przedszkola i z sąsiedztwa, a także dzieciaki z rodziny. W sumie było 9 dzieci, mój Kubuś, my i pozostali rodzice. Jak na pojemność naszego mieszkania, to już całkiem spory tłumek.
Kubuś od miesiąca mówił też o tym, że koniecznie chce tort z autkami ze swojej ulubionej bajki. Stanęłam na głowie, żeby zamówić taki tort dla mojego synusia. Kosztowało to sporo szukania, ale w końcu udało mi się znaleźć cukiernię, która przygotowuje takie dzieła sztuki i cenę końcową da się przełknąć.
Tort był naprawdę mega! Gdy podczas imprezy weszłam z nim do salonu, wszyscy patrzyli z podziwem. Kubuś był zachwycony. Jak już goście odśpiewali "Sto lat", postawiłam tort na stole i przywołałam Kubusia, żeby pomyślał sobie życzenie i zdmuchnął świeczki. Ale mój syn nie zdążył, bo ten mały ancymon Sebuś zaczął się wpychać przed niego. Sebuś ma 4 lata i jest jedynym dzieckiem mojej siostry. W dodatku niedopilnowanym.

Sebuś zepsuł mojemu synowi zabawę
Ten właśnie Sebuś też chciał zdmuchnąć świeczki z tortu, ale w ostatniej chwili zdążyłam osłonić je ręką. Krótko powiedziałam, że to nie jego urodziny, tylko Kubusia. Niech cierpliwie poczeka, aż pokroję tort. Dla wszystkich wystarczy. Siostra nawet nie zareagowała.
Ale mały narobił zamieszania, a na koniec z premedytacją zrzucił tort na dywan. Nie dość, że zniszczył tort i połamał te piękne dekoracje, to jeszcze musiałam bulić za pranie dywanu i tracić czas na zawożenie i odbieranie.
Kuba w końcu nie zdmuchnął świeczek, tylko uciekł do swojego pokoju rozczarowany. Mój mąż musiał biec do cukierni, bo nie mieliśmy nawet czym gości poczęstować. Przecież nie tortem z podłogi. Ogólnie fajna impreza urodzinowa przestała być fajna.
Wysłałam siostrze rachunek za straty
Od razu wzięłam siostrę na rozmowę, ale Dorota tylko wzruszyła ramionami i powiedziała, żebym się nie przejmowała, przecież to tylko dzieci. Różne rzeczy się zdarzają, za tydzień Kubuś nie będzie pamiętał.
Powiedziałam mężowi, że ja tak tego nie zostawię. Następnego dnia wyciągnęłam z portfela paragonik za tort, dołożyłam ten za pranie dywanu, wszystko zeskanowałam i wysłałam siostrze z adnotacją, że to za szkody wyrządzone przez jej Sebusia. Jak szybko ogarnie, to za tydzień już nie będzie pamiętała.
Uważam, że sama powinna była to zaproponować, a nie udawać, że nic się nie stało. Jeżeli nie weźmie odpowiedzialności za wybryki synka, to za rok ich nie zaproszę.