"Cały czas, gdy patrzę na moje dziecko, mam ogromny kłopot. Otóż tak się składa, że mój maleńki synek z każdej strony przypomina mi mojego sąsiada. Sam nie wiem, czy ja mam przewidzenia, czy coś jest na rzeczy, ale prawda jest taka, że Miłosz i mój sąsiad Marek są bardzo do siebie pod różnymi względami podobni. Wiecie - te same zielone ślipia i taki złowrogi i zawzięty uśmiech. Może mam obsesję - nie wiem, ale jednak to podobieństwo jest niesamowite".
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Prześlij swoją historię na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Jestem szczęśliwy, że mam Olgę
Ja i Olga jesteśmy razem od przeszło 5 lat. Nigdy nie miałem na co narzekać, jeśli chodzi o moją żonę - jest piękną brunetką z kruczoczarnymi włosami i nogami aż do nieba. Długo zastanawiałem się, jak to się stało, że taka kobieta jak ona zakochała się w tak mało przystojnym mężczyźnie jak ja. Wiecie, ja zawsze byłem mężczyzną, który na wszystko musiał sobie zapracować i chociaż urodą nie zostałem obdarzony (mam rude włosy i piegi), to chociaż zawsze miałem głowę do interesów, dzięki czemu osiągnąłem nie lada sukces, i rozkręciłem własną firmę.
A jednak to się złożyło, że Olga jednak zachciała takiego jak ja. Byłem bardzo szczęśliwy, że tak wyszło. Najpierw wzięliśmy ślub, a potem przez kilka lat staraliśmy się o dziecko i wreszcie się udało.

Cieszyłem się, że będę mieć syna, ale gdy go zobaczyłem, posmutniałem
Z żoną tak się umówiliśmy, że ja będę załatwiał swoje interesy w Polsce i za granicą, a ona będzie zajmowała się domem. Nie da się więc ukryć, że byłem bardzo często w rozjazdach, ale ufałem Oldze. Wiedziałem, że to miłość mojego życia, która dała mi syna.
A jednak gdy zobaczyłem nasze dziecko, byłem w szoku. Nasz maleńki synek wyglądał jak nasz sąsiad. Patrzyłem na niego i nie mogłem w to uwierzyć. Jasne włoski (nie ciemniały z czasem), duże usta i zielone oczy. Byłem w szoku. Dodatkowo ten zawzięty uśmiech. Patrzyłem więc na syna i tak sobie myślałem: wykapany sąsiad.
Aż zacząłem się zastanawiać, czy moja żona jest mi wierna. W zasadzie nigdy nie dała mi podstaw do tego, abym kwestionował jej wierność, plus przecież wiem, że ona mnie kocha.
Sam nie wiem, co o tym myśleć i co robić. Nie mam dowodów, że coś może być nie tak, a poza tym jakbym powiedział coś żonie, to mnie wyśmieje. A może rzeczywiście przesadzam. Przecież chyba czasem tak się zdarza, że dzieci są podobne do sąsiadów – że ludzie są do siebie podobni.
Kacper