"Ciężkie czasy nastały i chyba wszyscy żyjemy w ogromnym poczuciu niestabilności zarówno jeśli chodzi o życie prywatne, jak i to zawodowe. U mnie zaczęło się sypać mniej więcej dwa lata temu, kiedy szef podziękował mi za współpracę, ale nie miałam zamiaru się poddać, licząc na to, że cokolwiek samo spadnie mi z nieba. Całe szczęście praca kelnerki poprawiła moją sytuację finansową. Klienci nie żałują napiwków, za to ja żałuję, że wcześniej nie pomyślałam o bieganiu z tacą".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Prześlij swoją historię na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Straciła dobrze płatną pracę
Przez ponad dziesięć lat pracowałam w jednej z warszawskich korporacji, której zarząd w pewnym momencie postanowił zredukować zatrudnienie o 1/4, tłumacząc się automatyzowaniem niektórych procesów wewnątrz firmy. No trudno, zdarza się i nie miałam na to żadnego wpływu, ale wiedziałam, że jak najszybciej muszę szukać sobie nowej roboty.
Mój mąż nie zarabia najgorzej, jednak przy kosztach życia w Warszawie, ta jego pensja wypada raczej blado, a doliczając do tego ratę kredytu hipotecznego i tak dalej, to na życie zostawało nam zaledwie kilkaset złotych.
Poszukiwania pracy nie należały do najłatwiejszych, bo swoje lata już mam. To znaczy, jestem przed czterdziestką, ale okazuje się, że dla potencjalnych pracodawców jestem już za stara i trudno będzie zmienić we mnie dotychczasowe przyzwyczajenia. Mijały kolejne miesiące, telefon milczał, a ja popadałam w coraz większą frustrację. Pracy potrzebowałam na już!
canva.com
Praca kelnerki poprawiła jej sytuację finansową
Do poszukiwania zatrudnienia w branży gastronomicznej, namówiła mnie koleżanką, która już od wielu lat jest kelnerką w jednej z najmodniejszych restauracji w stolicy. Co prawda nigdy nie chwaliła mi się zarobkami, ale z moich obserwacji domyślałam się, że zarabia nie najgorzej. To właśnie ona poleciła mnie też swojemu znajomemu, który zarządza knajpą w samym centrum Warszawy.
Spodziewałam się, że nie jest to lekka robota i będę musiała się namęczyć, ale w żadnym wypadku nie spodziewałam się tak wysokich zarobków. Sama podstawa pensji jest już całkiem przyzwoita, a w połączeniu z napiwkami, wygląda to naprawdę dobrze i nie mam się czego wstydzić, bo ciężko na to pracuję.
Powstrzymam się od rzucania konkretnymi kwotami, ale bywają takie miesiące, kiedy zarabiam więcej od mojego męża, który jest analitykiem kredytowym. W mojej poprzedniej pracy zarabiałam dużo, ale to dużo mniej od niego. Wnioski można wyciągnąć samemu.
Nie mam zamiaru zamęczać się tak zbyt długo, bo to łatwa praca nie jest, ale poświęcając się jeszcze kilkanaście miesięcy, zbudują satysfakcjonującą poduszkę finansową, a może i zarobię na otwarcie własnego biznesu, co od wielu lat jest moim największym marzeniem.
Basia