"Z Markiem cudownie się układało. Byliśmy tak sobą zauroczeni, że po 6 miesiącach zamieszkałam u niego, a po 14 miesiącach znajomości on poprosił mnie o rękę, a ja się zgodziłam. Byłam bardzo podekscytowana wizją siebie w sukni ślubnej. Wystawne wesele odbyło się rok później. Od razu po ślubie zaczęliśmy się starać o dziecko. Jednocześnie szukałam pierwszej intratnej pracy, choć raczej z myślą, że długo tam miejsca nie zagrzeję. Ale mijał miesiąc za miesiącem i jakoś nie było mi dane szybko zajść w ciążę, ani też szybko znaleźć dobrej posady".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Marka poznałam u znajomych. Szybko zamieszkaliśmy razem
Wyszłam za mąż dwa lata temu za Marka – bardzo przystojnego faceta, którego poznałam przypadkiem na imprezie u znajomych. Był ode mnie starszy o 12 lat i imponował mi chyba wszystkim. Doświadczony, nieco już szpakowaty, przyciągał spojrzenia… Przyszedł wtedy sam i nawiązaliśmy fajny kontakt.
Okazało się, że nie miał nikogo na stałe, a w swoim życiu osiągnął już dużo więcej niż ja. Ale ja jeszcze miałam czas na robienie biznesu, nigdzie mi się nie spieszyło. Musiałam najpierw odebrać dyplom ukończenia studiów, a do tego brakowało mi jeszcze semestru nauki i złożenia pracy magisterskiej. Póki się uczyłam, pomagali mi rodzice.
Gdy zaczęłam się spotykać z Markiem, byłam studentką ostatniego semestru. Dorabiałam sobie trochę po godzinach, żeby mieć na chillout i swoje potrzeby. Na pełen etat nie miałam wtedy nawet czasu, zresztą, trochę życia prywatnego też trzeba mieć, a nie tylko: uczelnia - praca - sen.

Wyszłam za mąż. Marek pragnął szybko mieć dziecko
Z Markiem cudownie się układało. Byliśmy tak sobą zauroczeni, że po 6 miesiącach zamieszkałam u niego (co oznacza, że rodzice przestali mi pomagać finansowo), a po 14 miesiącach znajomości on poprosił mnie o rękę, a ja się zgodziłam. Byłam okropnie podekscytowana wizją siebie w sukni ślubnej…
Wesele odbyło się rok później, z wielką pompą. Od razu po ślubie zaczęliśmy się starać o dziecko. Jednocześnie szukałam pierwszej intratnej pracy, choć raczej z myślą, że długo tam miejsca nie zagrzeję. Ale mijał miesiąc za miesiącem i jakoś nie było mi dane szybko zajść w ciążę, ani też szybko znaleźć dobrej posady!
Na szczęście, Marek nie miał nigdy problemów finansowych, prowadził firmę, która dawała mu zysk, dzięki czemu mogliśmy żyć na godnym poziomie i nie martwić się, czy nam wystarczy od pierwszego do pierwszego. On tak bardzo pragnął dziecka, że to był nasz priorytet. Chyba nawet Marek był na to dziecko bardziej zdecydowany niż ja, a ja postanowiłam spełnić jego marzenie o rodzinie.
Mąż nie dzieli się ze mną pieniędzmi
Tyle że… od pewnego czasu zauważyłam, że Marek patrzy na mnie spod byka za każdym razem, jak go poproszę o pieniądze. Nieistotne, czy to na codzienne zakupy, czy na fryzjera albo kosmetyczkę. A muszę go prosić, bo mimo że nie podpisaliśmy żadnej intercyzy, mój mąż nie dał mi nigdy dostępu do swojego konta. Nie wiem nawet, ile mamy oszczędności!
Jak robię zakupy online, to muszę mu zostawić gotowe zamówienie w koszyku, a on na koniec płaci. Jeszcze powyrzuca z koszyka rzeczy, które chciałam kupić dla siebie, ale on z jakiegoś powodu uznał je za zbędne.
Strasznie mnie to denerwuje… Skoro jesteśmy małżeństwem, a ja chwilowo jestem bez pracy, to on powinien poczuwać się do dzielenia się swoją wypłatą z żoną. Miał o mnie dbać, a nie oszczędzać na mnie. Zwłaszcza że nie potrzebuję pieniędzy na żadne luksusy, tylko na podstawowe życie.
Nie moja wina, że ta chwila się przedłuża, a testy ciążowe wciąż pokazują jedną kreskę... Jak będę na L4 i na macierzyńskim, to też nie będę musiała od niego wołać kasy, bo dostanę swoją. To dopraszanie się o pieniądze ze wspólnego budżetu jest uwłaczające. Nie wiem, czy on mnie w ten sposób chce ukarać za to, że jeszcze nie dałam mu dziecka? Prawdziwie kochający mąż powinien dzielić się z żoną.
Matylda