"Odeszłam od niego z dziećmi wiele lat temu. Nie było dobrze między nami, ale liczyłam na to, że to go czegoś nauczy. Jednak uczucia wygasły, ale on wciąż był ojcem moich córek. Kilka dni temu zmarł niespodziewanie. Nie wyobrażałam sobie, żeby nie jechać na jego pogrzeb. Nigdy nie było dobrze między mną a teściową, ale miałam nadzieję, że przy takiej okazji będzie umiała się zachować. Niestety, nie potrafiła, robiąc tym samym dużą przykrość moim dzieciom, a zarazem swoim wnukom".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Nikt się tego nie spodziewał
Nikt nie spodziewał się takiego finału tej historii. O zmarłych nie mówi się źle, więc i ja nie będę, napiszę tylko, że ten człowiek wyrządził mi i moim córkom wiele krzywd. Takich, które pozostają w sercu i głowie na zawsze i choć udało się nam je wybaczyć, to nigdy o nich nie zapomnimy.
Jednak był moim mężem oraz ojcem dzieci. I mimo wszystko go kochałyśmy, choć w ostatnich miesiącach, po założonych sprawach (również z urzędu) miał zakaz kontaktu, którego najczęściej przestrzegał.
Mieszkam od wielu lat z obecnym partnerem. To on zastąpił dziewczynkom ojca, a one nawiązał z nim więź, której z prawdziwym ojcem nie miały.
Pojechał na pogrzeb z nami
Partner pojechał na pogrzeb z nami. Sam też przeżył z moim byłym mężem dużo złego, ale poznał go i jak sam powiedział: jaki by nie był, był człowiekiem. Chciał go normalnie pożegnać.
Jednak jeszcze zanim dojechaliśmy na miejsce, dostałam wiadomość, że teściowa nie życzy sobie, abyśmy przyszli tam razem z nim. Postanowiliśmy, że spełnimy jej wolę. I partner czekał w aucie, choć moje córki bardzo nad tym ubolewały, bo potrzebowały jego wsparcia.
Gdy po zakończonej ceremonii zapytała, czy przyjdziemy na stypę, ucieszyłam się, że może jednak coś do niej dotarło. Chciałyśmy spędzić czas z tamtą rodziną, zwłaszcza że nie widziałyśmy jej od wielu lat, bo byłyśmy przekonane, że nie chcą nas znać.

Jednak się myliłyśmy
Niestety, mocno się pomyliłyśmy. Okazało się, że to zaproszenie było kierowane nie do nas wszystkich, ale tylko do moich córek. Ja miałam je tylko przyprowadzić, a mój partner wcale nie miał tam wstępu, choć pełnił rolę ojca i wychowywał wnuczki teściowej już od wielu lat, a one też mówią do niego "tata".
Teściowa przy wszystkich postanowiła nas wyrzucić, nie dbając zupełnie o uczucia wnuczek.
Nie wiem, jak to teraz będzie. Liczyłam na to, że ta trudna lekcja pozwoli każdemu wyciągnąć jakieś wnioski. Że dziewczynki odzyskają babcię. Teraz widzę, że to chyba raczej niemożliwe.
Klara