"Dwa tygodnie temu w naszym domu odbyło się kinder party mojej córeczki Amelki z okazji 6 urodzin. Wśród zaproszonych gości był Jasiu, kolega z przedszkola. Zabawa była przednia, przygotowałam różne smakołyki i dekoracje dla maluchów. Niestety, kilka dni po zabawie zadzwoniła Natalia, mama Jasia i powiedziała, że przyszedł do nas ostatni raz."
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Ten dzień miał być wyjątkowy
Dwa tygodnie temu nasz dom wypełnił się dziecięcym śmiechem i radością. Amelka, moja córeczka, obchodziła swoje szóste urodziny i z tej okazji zorganizowałam dla niej kinder party. Balony, girlandy, kolorowe kubeczki i talerzyki — wszystko było gotowe na przyjęcie małych gości. Wśród nich był również Jasiu, najlepszy kolega Amelki z przedszkola.
Zabawa była przednia. Dzieci biegały po ogrodzie, grały w chowanego i śpiewały piosenki. Przygotowałam dla nich różne smakołyki: mini kanapki, owoce, ciasteczka i frytki, które zawsze cieszą się ogromnym powodzeniem. Dzieci były zachwycone, a Amelka szczęśliwa, że mogła spędzić ten wyjątkowy dzień z przyjaciółmi.

Niespodziewany telefon
Kilka dni po przyjęciu odebrałam telefon od Natalii, mamy Jasia. Byłam pewna, że chce podziękować za wspaniałą zabawę, ale jej ton był zaskakująco zimny.
Dzień dobry, Kasiu. Muszę ci powiedzieć, że Jasiu już nie będzie się bawił z Amelką. Przyszedł do was ostatni raz.
Serce mi zamarło. Jasiu i Amelka byli nierozłączni. Nie mogłam zrozumieć, co mogło się wydarzyć.
Dlaczego? Co się stało?
Natalia od razu odpowiedziała:
Zrobiłaś dzieciom frytki.
Byłam zaskoczona i zmieszana.
Ale przecież to tylko frytki. Wszystkie dzieci je jedzą na przyjęciach.
Natalia westchnęła.
Może dla ciebie to nic takiego, ale ja dbam o zdrowie Jasia. Frytki są tłuste, niezdrowe i nieodpowiednie dla dzieci. Nie mogę pozwolić, żeby Jasiu był narażony na takie jedzenie. Dlatego nie chcę, aby się bawił z Amelką.
Poczułam, jak do oczu napływają mi łzy. Jak coś tak błahego mogło zrujnować przyjaźń naszych dzieci? Czułam bezsilność i frustrację. Próbowałam tłumaczyć, że to była tylko jednorazowa okazja, że na co dzień dbamy o zdrową dietę, ale Natalia była nieugięta.
Po zakończeniu rozmowy usiadłam na kanapie, trzymając telefon w ręce. Myśli kłębiły się w mojej głowie. Jak wyjaśnić Amelce, że jej najlepszy przyjaciel już do nas nie przyjdzie? Jak wytłumaczyć, że powodem są frytki, które przecież sprawiły im tyle radości?
Podpowiedzcie proszę cokolwiek, bo nie wiem, co mam robić.
Katarzyna