"Matka Tosi zaprosiła moją 4-letnią córkę do domu, ale kazała przynieść własne zabawki"

"Matka Tosi zaprosiła moją 4-letnią córkę do domu, ale kazała przynieść własne zabawki"

"Matka Tosi zaprosiła moją 4-letnią córkę do domu, ale kazała przynieść własne zabawki"

canva.com

"Jedna z mam z przedszkola ostatnio zaprosiła mnie i moją córkę do nich do domu. Moja Ania ma 4 lata, a Tosia jest od niej o 3 miesiące starsza. Dziewczynki chodzą razem do przedszkola i się lubią, więc pomyślałam, że wspólnie spędzone popołudnie to dobry pomysł. One się pobawią, a my wypijemy ciepłą kapuczinę i pogadamy na luzie. Jednak matka Tosi przed spotkaniem poprosiła, żebym wzięła ze sobą torbę z zabawkami swojej córki".

Reklama

Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.

Moją córkę i mnie zaprosiła inna mama z przedszkola

Moja córeczka Ania w marcu skończyła 4 lata. Już drugi rok chodzi do tego samego przedszkola. Do tej pory jednak nie utrzymywała kontaktów z dziećmi ze swojej grupy poza przedszkolem.

Reklama

Oczywiście, zdarzało się, że spotkaliśmy się z kimś przypadkiem na placu zabaw i dzieciaki bawiły się razem, ale to były tylko przygodne spotkania. Jednak ostatnio moja córka coraz częściej opowiadała o fajnej koleżance z przedszkola. Dziewczynka ma na imię Tosia, jest jedynaczką, dość rezolutną, ale sympatyczną.

Dlatego gdy kilka dni temu na placu zabaw jej mama zaproponowała, żebyśmy któregoś dnia odwiedziły ich razem z Anią, od razu się zgodziłam. Wymieniłyśmy się telefonami, ustaliłyśmy, że najbliższa sobota będzie dobrym terminem, i na tym, póki co, się skończyło.

Reklama

Kazała nam przynieść własne zabawki. Nie rozumiem czemu

Hania miała jeszcze napisać mi w czwartek w SMS-ie, od której godziny będą wolne. Faktycznie, napisała, ale dodała jeszcze coś, co mnie tak wytrąciło z równowagi. W wiadomości było:

Reklama

Hej, to przyjdźcie na 15, posiedzimy, wypijemy kawę. A, i mam prośbę. Niech Ania przyniesie ze sobą w torbie zabawki, którymi chce się bawić, bo Tosia nie da jej swoich.

Przeczytałam to i w pierwszym momencie nie wiedziałam, czy się śmiać, czy puknąć w głowę. Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim, żeby iść w odwiedziny do kogoś i brać swoje zabawki! Nie mogę...

Reklama

Przecież one będą w domu w pokoju Tosi, a nie na żadnym placu zabaw. Na podwórku — to rozumiem, do obcej piaskownicy też nosiliśmy swoje zabawki, ale żeby brać zestaw do koleżanki? I to dlatego, bo "Tosia nie da jej swoich zabawek"? Nie wiem, czy to naprawdę ta Tosia taka zaborcza, czy matka schowa zabawki, żeby ich przypadkiem moja córka nie zniszczyła. Ja rozumiem, że można schować jakąś jedną, dwie ulubione zabawki, te najbardziej osobiste, ale litości, Tośka na pewno ma w pokoju więcej niż dwie.

Reklama

Nie wiem, co odpisać. Po tym SMS-ie, prawdę mówiąc, odechciało mi się iść i najchętniej bym się wymiksowała. Wiem jednak, że Ania będzie bardzo zawiedziona, jeśli nie pójdziemy... Ale jeśli pójdziemy i Ania nie będzie mogła nic dotknąć, tylko patrzeć, jak Tosia bawi się SWOIMI zabawkami, to też nie będzie lepiej.

Jest z tej sytuacji jakieś dobre wyjście?

Skonsternowana mama

Krystyna Janda i jej dzieci. Kim są synowie i córka gwiazdy polskiej sceny teatralnej? Zobacz galerię!
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama