"Naprawdę nie mam pojęcia, jak mężczyzna może nie umieć wykonać tej czynności? Przecież to jest takie proste! Wystarczy wyjąć pranie z pralki i jednym energicznym ruchem strzepnąć każdą część garderoby tak, żeby ją rozprostować. Nie zliczę, ileż razy tłumaczyłam to mężowi! Niestety bezskutecznie..."
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Mąż nie umie strzepywać prania! Tyle razy go uczyłam. Ileż można?
Mój mąż Maciek stara się pomagać w prowadzeniu domu i w rozwieszaniu prania. Niestety mąż ma jedną poważną wadę — za nic w świecie nie umie opanować tej jakże trudnej dla niego sztuki strzepywania prania przed jego rozwieszeniem.
Przecież to jest oczywiste, że po wyjęciu prania z pralki należy je szybko rozwiesić. A jak to zrobić najbardziej ekonomicznie, żeby nie musieć później tracić czasu na prasowanie? Oczywiście pranie trzeba wytrzepać przed powieszeniem! Jednym porządnym ruchem obu rąk o tak — strzep, strzep! I już! Proste, prawda?

Okazuje się, że nie dla mojego męża. Mój mąż nie potrafi poradzić sobie z tak prostą czynnością jak strzepywanie prania.
Ilekroć proszę go, żeby rozwiesił pranie, zawsze mu to przypominam!
Kochanie! Tylko pamiętaj proszę o strzepywaniu! Tak, jak cię uczyłam!
Zawsze wtedy drży mi głos i zawsze mam złe przeczucia. No i niestety intuicja mnie nie myli. Zawsze gdy wracam do domu, pranie owszem jest rozwieszone, ale tak pogniecione, że pożal się Boże!
Naprawdę nie wiem, jak można aż tak pognieść pranie przy rozwieszaniu? Wszystkie części garderoby są tak zmiętolone, że wyglądają, jakby je ktoś wyjął psu z gardła.
No i niestety trzeba je prasować. Każdą koszulkę i spodnie trzeba po takim mężowskim strzepnięciu porządnie wyprasować, żeby dało się ją bez wstydu założyć. Oczywiście prasowanie spływa na mnie, bo mąż do żelazka się nie tyka.
Taka więc jest ta jego pomoc.

Jak nauczyć męża strzepywania prania?
Można by powiedzieć, że mój mąż jest jak taki typowy uczeń — zdolny, ale leniwy. Z jednej strony to miło, że przynajmniej próbuje pomagać w obowiązkach domowych, dlatego mam świadomość tego, że powinnam to doceniać i go chwalić, żeby się nie zniechęcił.
Jednak z drugiej strony, przecież nie można z facetem obchodzić się jak z jajkiem? Od drobnej krytyki włos mu przecież z głowy nie spadnie, prawda? Poza tym, co mi z tej jego pomocy, jeśli i tak muszę po nim poprawiać?
Może wy tutaj macie jakieś pomysły, jak nauczyć męża poprawnego strzepywania prania? Do tej pory wydawało mi się, że co jak co, ale nie muszę uczyć mężczyzny tego, jak ma strzepywać! A jednak życie potrafi zaskakiwać...
Aniela