"Kiedyś chodziłam do klasy z taką jedną Anką, która zawsze siedziała z nosem w książce, nosiła przedpotopowe ciuchy i buty po siostrze. Komedia, jak się na nią patrzyło! Razem z koleżanką z ławki nabijałyśmy się z niej i nazywałyśmy kujonką. Teraz okazało się, że ta Anka została wziętą dentystką... A ja mam problem, bo już odwiedziłam wszystkich dentystów w mieście i żaden nie chce się podjąć leczenia mojej siódemki. A to coraz bardziej boli! Zapisałam się do niej, ale boję się jednego..."
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Rozbolał mnie ząb
Kochani, mam problem. Kompletnie nie wiem, co robić... Jakiś czas temu zaczęła mnie boleć siódemka. Poszłam, oczywiście, do dentysty, zrobiłam prześwietlenie, ale okazało się, że mój sprawdzony lekarz nie jest w stanie mi pomóc. Powiedział, że nie może nic zrobić poza jakimś czasowym opatrunkiem.
Poradził mi, że powinnam zgłosić się do dentysty z odpowiednio wyposażonym gabinetem i kwalifikacjami, bo tu potrzeba kogoś, kto zna się na chirurgii dentystycznej. No to klops - pomyślałam.
Obdzwoniłam chyba wszystkie gabinety w mieście (a nie jest ich dużo, bo to mała miejscowość). Jeszcze jeden lekarz umówił mnie na wizytę, ale w gabinecie także rozłożył ręce. Powiedział, że nawet wyrwania tego zęba nie może się podjąć, bo jest ryzyko, że potrzebne będzie szycie. Jeszcze za konsultację zainkasował 100 zł i dziękuję.
Nie dzwoniłam tylko w jedno miejsce, i to ze ściśle określonego powodu.

Mogła mi pomóc tylko była koleżanka z klasy
Już wpadłam w rozpacz, bo to bolało coraz bardziej! Najgorsze jest to, że wiedziałam, że jest u nas w mieście osoba, która byłaby w stanie mi pomóc...
Niestety, ta osoba mnie zna. Chodziłyśmy razem do klasy przez całą podstawówkę. Wtedy byłam jeszcze dzieckiem, trochę narwanym. Siedziałam z koleżanką w ostatniej ławce, a przed nami siedziała taka Anka. Zawsze miała ulizane włosy splecione w warkocz i buty po siostrze. Widać było, że używane. Ciuchy też nosiła nie z tej epoki!
No, idealny obiekt do strojenia sobie żartów... Toteż przezywałyśmy ją kujonką (chodziła często z nosem w książkach) i robiłyśmy jej głupie żarty. Zdarzało się, że przeze mnie płakała... W sumie nigdy jej za to nie przeprosiłam, bo po szkole już jej nie widziałam.
Aż do teraz. Okazuje się, że poszła na studia, potem na praktykę i teraz jest cenioną w mieście dentystką - chirurgiem dentystycznym. O Boże...
Jest moją jedyną nadzieją - jak ona nie da rady, to będę musiała jeździć sporo kilometrów dalej, a nie mam na takie wojaże czasu, przy dwójce małych dzieci. Chcąc nie chcąc, zapisałam się do niej na termin...
Ale teraz się zastanawiam, co robić. Poszłybyście na taką wizytę? Może powinnam zrezygnować? Obawiam się, że Anka mnie pozna mimo zmiany nazwiska i jeszcze zamiast mi porządnie zrobić tego zęba, to się zemści za szkolne czasy...
Z drugiej strony, ja już nie mam 10 lat, to dawno minęło. Teraz jestem inną kobietą. Myślicie, że po prostu ją przeprosić i liczyć na to, że nie skorzysta z okazji, by się odwdzięczyć? Co robić?
Zrozpaczona Klara