"Bardzo się cieszyłam na spotkanie z mamą Matiego. Ubrałam najlepszą sukienkę, jaką miałam w swojej szafie, wygładziłam włosy i pojechaliśmy na miłą kolację. Myślałam, że taka będzie, ale matka Mateusza zaczęła mi zadawać dziwne pytania i poczułam się kompletnie osaczona... Chyba nie nadawałyśmy na tych samych falach i nie wyznawałyśmy tych samych wartości."
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
To miało być miłe spotkanie
Kiedy przekroczyłam próg ich domu, zostałam przywitana uśmiechem i ciepłymi słowami pani Katarzyny. Jej serdeczność i gościnność sprawiły, że natychmiast poczułam się jak w domu. Atmosfera była niesamowicie przyjazna, a zapachy wydobywające się z kuchni obiecywały smakowite doznania.
W trakcie kolacji zaczęliśmy rozmawiać na różnorodne tematy – od naszych zainteresowań, przez plany na przyszłość, aż po wspomnienia z naszej młodości.
Po wspólnej kolacji pani Katarzyna poprosiła mnie, żebym poszła z nią do kuchni. Z początku byłam nieco zaskoczona, ale poszłam za nią z ciekawością. Kiedy usiadłam przy stole w kuchni, spojrzała na mnie i zobaczyłam, że jej mina poważnieje.
Zadała mi pytanie:
Czy Renatko jesteś gotowa zrezygnować z pracy, żeby gotować i sprzątać, dbać o dom? No i czy dziećmi się będziesz umiała zajmować?
Poczułam się niezręcznie od razu, ale mimo to odpowiedziałam:
Oczywiście, jak nadejdzie odpowiedni moment w życiu, to zadbam o wszystko.
O ja głupia, to tak jakbym się zgodziła na rezygnację z życia dla wygody Mateusza.
Matka chłopaka dodała, że to dobrze, bo Mateusz musi studiować dalej, a nie zajmować się domem i takimi trywialnymi czynnościami. Aha...
Od tego momentu odliczałam czas, aż wrócę do domu.

Skończyło się fatalnie
Czułam rosnące oburzenie, gdy zaczęłam dostrzegać, że moje umiejętności domowe były traktowane jako priorytet, a nie to, kim naprawdę jestem.
Niestety, mój chłopak chyba przesiąkł tymi pomysłami matki i... zwyczajnie powiedział mi, że też wolałby, abym się zajmowała domem. Bo on musi studia skończyć, a potem jak będzie lekarzem, to czeka go sporo pracy.
Rozstałam się z nim. Nie było na co czekać. Gdy widziałam siebie jako kurę domową, to czułam się z tą wizją mówiąc szczerze fatalnie. Zresztą wiedziałam, że nie czeka mnie nic dobrego, tylko same wymagania i oczekiwania od ludzi, którzy nie byli tego warci.
Czasem za nim tęsknię. Ale wolę wolność niż czekanie na powrót męża przy garnku z zupą.
Renatka