"Kiedy zaczęłam pracę jako opiekunka osób starszych, uważałam, że to tymczasowe i myślałam, że nie zwiążę swojej przyszłości właśnie z tym zawodem. Tym bardziej zdziwiłam się, kiedy jedna z moich podopiecznych stała się moją najlepszą przyjaciółką. Okazuje się, że z osiemdziesięciolatką mam więcej tematów do rozmów, niż z koleżankami ze studiów".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Pracuję jako opiekunka osób starszych
Nie miałam pomysłu na siebie, a musiałam dorobić, podczas studiów. Uznałam, że zaczepię się w roli opiekunki osób starszych, bo zawsze lubiłam rozmawiać z seniorami. Nie sądziłam jednak, że zwiążę się z tym zawodem na dłużej. Uważam, że to dobre na chwilę, ale nie mam raczej cierpliwości do tego, żeby pracować tak ciężko fizycznie przez długie lata.
Okazało się jednak, że ta praca daje mi dużo satysfakcji i radości. Seniorzy są naprawdę wspaniali. W większości dogaduję się z nimi bardzo dobrze. Oni dają mi wiele mądrości, a ja daję im radość. Widzę, że promieniają, kiedy się z nimi spotykam.

Ona jest moją najlepszą przyjaciółką
To właśnie w domu opieki poznałam Marysię. Ma osiemdziesiąt lat i dziś jest moją najlepszą przyjaciółką. Ma problemy z chodzeniem, ale umysł ma osiemnastolatki. Sama twierdzi, że nie czuję się na swój wiek i doskonale odnajduję się w moim towarzystwie. Nie mamy przed sobą tajemnic. Ja opowiadam jej o tym, jak minął mój dzień, ona doradza mi w sprawach sercowych. Dzieli się też ze mną historiami z przeszłości. Ma tak wiele do opowiedzenia! Podróżowała po całym świecie, a oprócz tego bardzo lubi czytać książki. To naprawdę wspaniała kobieta. Po prostu ja uwielbiam!
Jest dla mnie ogromnym oparciem
Sama nie mam rodziców, ani dziadków, więc Marysia jest dla mnie bardzo dużym oparciem. Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez rozmowy z nią. Kiedy nie pełnię dyżuru w domu opieki, wtedy dzwonimy do siebie, żeby porozmawiać. Jest mi przykro, że jej dzieci spędzają z nią tak niewiele czasu. Wnuki odwiedzają ją tylko z okazji urodzin albo świąt. Gdyby nie ja, to Marysia w ogóle nie wychodziłaby na spacery. A teraz, kiedy pogoda za oknem robi się coraz ładniejsza, to nie wyobrażam sobie, żeby miała siedzieć ciągle zamknięta w czterech ścianach.
Szczęśliwa Przyjaciółka