„Staram się, jak mogę, żeby było co do gara włożyć. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jestem pracowity jak mrówka na sterydach. Jednak moja lepsza połówka, zamiast dołączyć do tej mrówczej ekipy, zdecydowała się na karierę zawodową na stanowisku specjalistki do spraw wydawania moich ciężko zarobionych srebrników”
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Ciężko pracuję, by zapewnić nam życie na wysokim poziomie
Chciałem podzielić się z Wami moimi przemyśleniami, bo ostatnio czuję się trochę jak statysta w filmie — z dala od akcji i kompletnie niezauważony. Staram się, jak mogę, żeby było co do gara włożyć. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jestem pracowity jak mrówka na sterydach. Jednak moja lepsza połówka, zamiast dołączyć do tej mrówczej ekipy, zdecydowała się na karierę zawodową na stanowisku specjalistki do spraw wydawania moich ciężko zarobionych srebrników.
Kiedy wracam do domu po dniu ciężkiej harówki i widzę, jak nasze fundusze rozpływają się w powietrzu, robi mi się słabo. Zanim zostanę źle zrozumiany, podkreślę, że nie mam nic przeciwko wydawaniu kasy, przecież od tego ona jest. Jednak wydaje mi się, że czasami nasze finanse idą na kompletnie niewłaściwe cele.
Dodam jeszcze, że nie należę do osób, które liczą każdy grosz i kręcą nosem na widok niepotrzebnych wydatków. Sam też rozumiem, że życie jest ulotne i czasami warto pozwolić sobie na drobne przyjemności takie jak droga kawa z ciastkiem na mieście czy kilka kolorowych drinków w wykwintnej restauracji do kolacji. Jednak gdyby moja ukochana robiła to z głową i potrafiła wydać pieniądze na coś sensownego, z pełną chęcią dołączyłbym do jej entuzjazmu.

Moja żona wydaje fortunę na zabiegi kosmetyczne. Efekty? Brak!
Niestety, moja żona wydaje majątek u kosmetyczki, a efektów jak było, tak nie ma. Nie jestem żadnym ekspertem, ale wydaje mi się, że chodzenie tam co najmniej raz w tygodniu powinno przynieść jakkolwiek rezultaty.
Na przykład ten profesjonalny peeling za astronomiczną cenę, który miał sprawić, że jej skóra będzie gładka jak jedwab... Po trzech miesiącach wykonywania go regularnie co tydzień jej cera jest nadal szorstka jak moje pięty. Zainwestowała również fortunę w zabiegi na twarz obiecujące odmłodzenie i wygładzenie zmarszczek. Efekt? Mniej hajsu na koncie i to by było na tyle.
Gdy wraca do domu, ja nie dostrzegam żadnej rewolucji w jej wyglądzie. Zamiast efektów odmładzających widzę jedynie rachunki, które zastanawiają mnie, czy naprawdę warto było wydać na to tyle kasy.
Z pewnością nie jestem jedynym facetem, który zmaga się z takim problemem. Chciałbym otwarcie z nią o tym porozmawiać, ale obawiam się, że mogę ją urazić. Może macie jakieś sposoby na delikatne poruszenie tematu, które pozwoli mi uniknąć narażenia naszego związku na niepotrzebne kłótnie? Błagam o pomoc! Jestem zdruzgotany...
Kacper