"Ostatnio na naszym cmentarzu parafialnym robili remanent pochówków. Zarządca cmentarza sprawdzał wszystko z planami... i wyszło, że grób Stefana, mojego św.p. męża, został wykopany nie tam, gdzie trzeba. Pochowali mi chłopa w połowie na ścieżce, a teraz chcą tam chodnik zrobić! Poszłam do kancelarii..."
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Pochowałam męża 10 lat temu
Mój mąż Stefan zmarł tragicznie 10 lat temu. Dla mnie był to taki szok psychiczny, że nie byłam w stanie wszystkim się sama zająć i dopilnować wszystkich spraw okołopogrzebowych do ostatniego szczegółu... Załatwianie formalności pamiętam jak przez mgłę.
Ponieważ w naszej rodzinnej kwaterze brakowało już miejsc, musiałam wykupić prawo do pochówku w innym miejscu. Na szczęście, na naszym cmentarzu parafialnym było sporo takich miejsc do wyboru. Dokonałam stosownych opłat i Stefan spoczął niedaleko grobu swoich rodziców i dziadków.
Wtedy nie było mnie stać na żaden okazały pomnik, postawiłam mu więc symboliczny nagrobek - skromną tablicę na płycie. Okazało się jednak, że przez 10 lat ten nagrobek zniszczył się bardziej, niż się spodziewałam. A ponieważ zdążyłam przez ten czas odłożyć sporo oszczędności, postanowiłam wymienić mu w tym roku nagrobek. Miałam nadzieję zdążyć z tym przed Wielkanocą.
Canva
Okazało się, że grób męża stoi w złym miejscu
Akurat moje plany zbiegły się z weryfikacją, jaką nasz proboszcz, będący zarządcą cmentarza, przeprowadził miesiąc temu. Chyba też chciał zdążyć z budową przed świętami, bo przez całą zimę w ogłoszeniach parafialnych czytał, że zbiera środki na nową ścieżkę cmentarną. Z kostki, bo do tej pory boczne ścieżki były z ubitej ziemi.
Przy okazji sprawdził, czy wszystkie groby znajdują się tam, gdzie być powinny zgodnie z planami. I co? Okazało się, że grób mojego męża nie wpasowuje się w schemat! Jest przesunięty o dobre pół metra. Nie mam pojęcia, jak mogło dojść do czegoś takiego!
Albo dostałam wtedy złe plany, albo to firma pogrzebowa zawiodła i grabarz wykopał grób w niewłaściwym miejscu. To jest jakiś koszmar...
Myślałam, że skoro tak się stało, to trudno, przecież przez 10 lat Stefan tam leżał i nikomu nie przeszkadzało. Ale nie... Gdy poszłam do kancelarii, omówić sprawę nowego pomnika i przy okazji zapytać o tę nieprawidłową lokalizację grobu, przeżyłam szok.
Proboszcz, owszem, pozwolił na zmianę nagrobka, ale... kazał postawić pomnik zgodnie z planami, a oni wytyczą chodnik też zgodnie z planami. Czyli centralnie przez połowę trumny!
Nie mogę... Mam pozwolić, żeby ludzie chodzili nad trumną Stefana? Przecież przeniesienie grobu o te brakujące pół metra to jakieś absurdalne koszty, również psychicznie będzie to dla mnie bardzo trudne... Finansowo także nie stać mnie na to. Poza tym to nie moja wina, ale proboszcza albo firmy pogrzebowej. Czy ja w ogóle mam jakieś wyjście z tej sytuacji?
Maria