"Po 10 latach małżeństwa podjęliśmy decyzję o rozwodzie. Wtedy poczułem ulgę, bo już od dawna żyliśmy jak pies z kotem. Ale gdy tylko stanąłem raz, drugi, trzeci na sali rozpraw przed obliczem mojej żony, wróciły do mnie wszystkie wspomnienia. Poczułem falę miłości i postanowiłem zatrzymać ten rozwód. Wybrałem się do Marysi, a tam czekała na mnie niemiła niespodzianka..."
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Rozwód miał być formalnością
Od dawna nam się nie układało, a słowa kocham, gdzieś zniknęły. Marysia zaproponowała, że może się rozwiedziemy. Zapewniała mnie, że to nie dlatego, że poznała kogoś innego. Mówiła, że jej uczucia się wypaliły. Chciała się rozstać pokojowo. Ja też już miałem mieszane uczucia, gdy spędzaliśmy czas razem, więc przystałem na tę propozycję.
Tak jak mówiła, tak się stało. Rozwodziliśmy się. Przed nami było tylko kilka rozpraw związanych z podziałem majątku. Za każdym razem patrzyłem na jeszcze moją żonę i coraz bardziej wzbierały we mnie uczucia. To nie była nienawiść. Wręcz przeciwnie. Czułem, że... znów się zakochuje. Marysia była moją pierwszą kobietą i miała być ostatnią.
Po trzeciej rozprawie pojechałem do niej z wielkim bukietem róż. Chciałem ją prosić o kolejną szansę. Chciałem zatrzymać ten rollercoaster rozwodowy i znów ją przytulić.

Poleciałem do niej jak na skrzydłach
Pojechałem do jej nowego mieszkania. Otworzyła mi drzwi i była ubrana w kusą sukienkę. Dla mnie tak nigdy się nie ubierała. Mimo to zaprosiła mnie do środka. Gdybyście widzieli moją minę...
Na kanapie siedział młody, zdrowy facet. Nie miał koszuli, więc od razu wiedziałem, co się stało. Nie krzyczałem. Nie było po co. Zostawiłem róże i wróciłem do siebie. Całą noc nie mogłem spać, bo zrozumiałem, że moja żona ma kogoś innego, choć zapewniała mnie, że to nie to.
Później przyszła kolejna i ostatnia rozprawa. Marysia jeszcze przed wejściem do sali powiedziała mi, że od dłuższego czasu chciała spróbować z kimś innym i, że może zagwarantować mi przyjaźń. Nie chciałem już od niej niczego więcej. Z sercem znów rozkochanym na dłoni i łzami w oczach dotrwałem do końca rozprawy.
Ostatnia nadzieja przepadła, a uczucia, które się we mnie obudziły, to powinny być obecne przez ostatnie lata, a nie, gdy było już za późno...
Dziś układam już życie na nowo. Ale myślę wciąż o Marii. To kobieta mojego życia. Ale pozostały mi tylko zdjęcia i wspomnienia.
Marek