"Kiedy zmarł teść, to zaczęliśmy się martwić o Janinę, moją teściową. Kobieta została sama w pustym domu, a ja z mężem mamy trochę daleko, by ją odwiedzać chociażby 2 razy w tygodniu. Kiedy więc usłyszeliśmy, że Janina zdecydowała się wziąć pieska od sąsiadki, której oszczeniły się małe, oboje ucieszyliśmy się, bo stwierdziliśmy, że będzie miała i zajęcie i towarzysza. Czar prysł, gdy się dowiedziałam, jak pies ma na imię".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Teściowa została sama
Z moją teściową mam zwykłe relacje, nie gadamy i nie widujemy się zbyt często, bo ona mieszka w innym mieście, a my w innym. Do tego praca, malutkie dzieci, no wiecie, jak jest. Jednak zdawała się być miłą kobietą, która lubi proste życie. Nie mogłam narzekać.
Trzy miesiące temu mój teść miał zawał, z którego już nie wyszedł. Mój mąż podłamał się strasznie, a i teściowa bardzo zmizerniała. Pojechaliśmy tam nawet na dwa tygodnie, aby jej pomóc i jakoś poukładać nową rzeczywistość, no ale nie mogliśmy zostać na zawsze.
Oboje z Jackiem, moim mężem, martwiliśmy się o teściową, bo została sama. Dzwoniliśmy do niej, odwiedzaliśmy w weekend, raz nawet przyjechała do nas, no ale to nie jest to, co powinna teraz mieć. Oprócz nas ma tylko jedną zaprzyjaźnioną sąsiadkę. No i to ona dała jej najlepszy dar. A przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.

Teściowa nazwała psa moim imieniem
Pewnego dnia teściowa zadzwoniła do mojego męża i radośnie obwieściła, że ma nowego przyjaciela. Od słowa od słowa, okazało się, że kobieta sprawiła sobie psa, gdyż jej sąsiadka nieoczekiwanie dorobiła się 4 szczeniąt. Ucieszyliśmy się z tego i zapowiedzieliśmy się na najbliższą niedzielę, aby poznać nowego członka rodziny.
Mąż przez telefon nie zapytał o imię zwierzaka, mnie jakoś też nie przyszło to od razu do głowy, a teściowa nic nie wspomniała. Kiedy więc w niedzielę poznaliśmy małego Andżelę, aż się wzdrygnęłam. Ja mam na imię Andżelika, a ten pies Andżela. Na początku próbowaliśmy teściowej wyperswadować to imię z głowy. Już nawet nie chodzi o to, że to pies, a nie suczka, ale no kurde gdzie to nazwać zwierzę imię ludzkim. I to jeszcze moim!
Janina jednak nic z naszych tłumaczeń sobie nie robi, a ja nie wiem, co mam myśleć. Tak bardzo napaliła się na to imię i psa, że klamka zapadła. Mój mąż wreszcie stwierdził, że to może znak, że Janina mnie lubi, ale ja nie chcę, by jakiś pies był wołany dokładnie tak, jak ja.
Andżelika