"W czasie walentynek mój mąż jakoś dziwnie się zachowywał. To znaczy, chodzi mi o to, że zachowywał się tak, jak powinien przez całe życie. Normalnie jak nie on. Nie mogłam w to uwierzyć, że kupił mi prezent, zabrał do restauracji i jeszcze przyszykował nam fajny wieczór. A jednak prawda szybko wyszła na jaw, a ja wreszcie się dowiedziała, o co w tym wszystkim chodzi. Zgodnie z moimi przypuszczeniami, stary miał w takim swoim zachowaniu pewien interes".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Mój mąż zrobił walentynki
Mój mąż to jest taki typ, że on nigdy o niczym nie pamięta, nigdy się nie stara i zawsze wszystko olewa, chociaż wie, jak niektóre sprawy są bardzo dla mnie ważne. To dobry mężczyzna, ale zawsze taki roztargniony i niedomyślny.
Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że nie mam co liczyć na to, że mąż się domyśli, kupi mi jakiś ekstra prezent i nim mnie obdaruje na walentynki. A jednak się myliłam...
14 lutego przywitał mnie pocałunkiem i śniadaniem do łóżka. Potem przyniósł mi prezent - kwiaty i bombonierkę, i powiedział, że wziął wolne w pracy, żeby przygotować dla mnie niespodziankę. Ujawnił, że zaprasza mnie do restauracji.
Muszę szczerze przyznać, że tego dnia mój mąż był absolutnie wspaniały - miły, szarmancki... normalnie, jak nie on. Nigdy wcześniej się przecież tak nie zachowywał, więc tak mi się wydawało, że tutaj coś mi nie gra. Wkrótce potem okazało się, że miałam rację.

Wyszło szydło z worka
W końcu ten dzień minął, a ja czułam, że coś mi tutaj nie gra i rzeczywiście, następnego dnia mój mąż zapytał, czy mi się walentynki podobały, zapytał, czy się postarał i jak oceniam całą niespodziankę. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że było ekstra i bardzo mu jestem wdzięczna.
Wtedy on odparł, że w sumie ja też mogłam coś dla niego zrobić i wie, że ja nie cierpię gier w domu, ale może specjalnie dla niego zgodziłabym się na zakup konsoli i granie godzinę dziennie.
Wtedy się zaśmiałam, bo już zrozumiałam, że o to mu chodzi! No to jak myślicie, drodzy Stylowicze... zgodzić się na taką propozycję? Niech sobie pogra już w tę Fifę i inne gry? Czy jednak być twardą i się nie zgodzić. Z góry dziękuję za wszystkie rady.
Serdecznie pozdrawiam wszystkich świętujących Walentynki!
Marzena