"Ależ sobie babę wybrałem! Gośka pięknością może i jest, ale dwie ręce do roboty ma! Wszystko dla niej bym zrobił i zamiast do pracy, to pozwoliłem, aby robiła kursy na kosmetyczkę. No to teraz mam! Wydaje moje pieniądze na lewo i prawo, w domu już brakuje miejsca, a kurierzy wchodzą drzwiami i oknami. Oj, chyba utnę jej dostęp do konta, bo przecież tak się żyć nie da. Chyba potrzebuje specjalisty, który mi Gośkę zakupoholiczkę odczaruje!"
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Zakupoholizm to zło
Gośka to dobra dziewczyna, ale w głowie ma pstro, moim zdaniem. Ciągle tylko kupuje nowe gadżety do domu i nie myśli o tym, że trzeba też gdzieś to w ogóle zmieścić.
W całym domu walają się po kątach niepotrzebne sprzęty, gadżety polecane na tik toku i tony ubrań. A gdy ją zapytasz, kiedy coś użyła lub włożyła na siebie, to od razu robi minę złotej rybki. Nie miała czasu albo nie pasowała do niczego. Taka jest ta moja Gośka.
Prosiłem nawet jej matkę, żeby na nią jakoś wpłynęła, ale nic z tego. Wciąż do domu zachodzą nowi kurierzy i przynoszą paczki. Czasem są takie dni, że od rana do wieczora odbiera nawet i z dziesięć przesyłek.

Nie wiem, jak jej wytłumaczyć, że to wszystko jest nam niepotrzebne
Moja cierpliwość się już kończy. Kasa na koncie topnieje z dnia na dzień, a ona ani myśli, żeby przestać wydawać. Jak tak dalej pójdzie, to po prostu odetnę jej dostęp do wspólnego konta i będę wydzielał kasę na wydatki.
Ileż można! Wprawdzie, ja nawet nic nie mam do tego, że ona kupuje, co chce. Nigdy nie miałem, ale żeby choć z tego korzystała.
Próbowałem ją nawet zachęcić do tego, żeby część rzeczy sprzedała albo zwyczajnie oddała potrzebującym. A gdzieżby! Ze słodkim i niewinnym uśmiechem mówi, że będzie używać!
Ostatnio próbowałem nawet wyrzucić część tych rzeczy po kryjomu, ale pech chciał, że zobaczyła, jak wychodzę z wielką torbą do śmietnika. Od razu mi zabrała te rzeczy i nakrzyczała na mnie, że nie szanuję pieniędzy. Przyganiał kocioł garnkowi.
Wasze żony też tak robią? Macie jakieś sposoby, żeby ograniczyć jej zakupowe szaleństwa? Nie chcę jej niczego zabraniać, ale wolałbym, żeby sama zrozumiała, że coś się z nią złego dzieje...
Janek