"Ja i Bartuś mieszkamy daleko od moich rodziców. Przyjeżdżamy do nich raz na miesiąc albo dwa. Moi rodzice tak rzadko mają okazję zająć się wnukiem i spędzić z nim czas, a nie korzystają z tego. Ja muszę wstawać rano i zrobić Bartkowi śniadanie, bo dziadek i babcia się do tego nie poczuwają... Chrapią w najlepsze! Nie rozumiem ich podejścia. Przecież ja jestem w gościach, a oni mówili, że będą rozpieszczać wnusia..."
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Bartuś odwiedza dziadków raz na miesiąc
Mój Bartuś ma dwa latka i jest jak na razie jedyny wnukiem moich rodziców. Myślałam, że będą go rozpieszczać, jak to dziadkowie... Sami tak nalegali na wnuczkę albo wnuka, tak czekali... W końcu wzięliśmy się do roboty i mają!
Myślałam, że będą zadowoleni, a tu pojawił się nowy problem. Teraz, jak przyszło co do czego, to się migają od opieki nad nim... Nie rozumiem tego. Zwłaszcza że rzadko mają do takiej opieki okazję, więc naprawdę nie nadużywamy ich uczynności.
Nie mogę sobie pozwolić na częste wizyty u moich rodziców, bo mieszkamy daleko i podróż zajmuje nam pół dnia. Poza tym Bartuś ma chorobę lokomocyjną, więc musimy dodatkowo tłuc się pociągiem, bo wtedy trochę lepiej to wygląda. Przyjeżdżamy przez to do dziadków raz na miesiąc, a czasem to i raz na dwa miesiące... Jak tylko mogę wziąć parę dni urlopu, to zostajemy na dłużej, żeby sobie odpocząć.

Rodzice każą mi wstawać rano do wnuka! Przecież jestem gościem
Jak przyjeżdżaliśmy, gdy Bartuś był jeszcze bardzo mały, to wiadomo, ja wstawałam rano do niego, bo był tylko na mleku mamy... Nikt inny by go nie nakarmił.
Ale teraz mój syn ma już dwa lata i śmiało babcia może mu uszykować śniadanie, gdy jesteśmy u niej w gościach. Sami tak na tego wnuka nalegali, a teraz, zamiast się nim zająć, to oni sobie śpią w najlepsze do dziesiątej! I jeszcze chrapią... A wnukiem kto się ma zająć? Oczywiście, ja, bo kto inny...
Koniec końców, choć też jestem gościem tylko na parę dni, muszę wstawać i robić śniadanie Bartkowi, a potem jeszcze sobie i dziadkom. Oni wstają na gotowe i uważają, że wszystko jest OK. A przecież ja nie przyjechałam skakać wokół wszystkich, tylko odpocząć.
U was też tak to wygląda? Czy dziadkowie poczuwają się do tego, żeby zadbać o własnego wnuka?
Andzia