"Ależ wtopę zrobiłam... Wróciłam do Polski dwa miesiące temu i dopiero teraz skorzystałam z okazji, żeby zająć się bałaganem na swojej głowie. Na koniec wizyty tak się podekscytowałam efektem, że kompletnie zapomniałam o napiwku dla fryzjerki! U mnie zawsze dawałam te parę groszy, bo tak wypada. Teraz mi głupio, tym bardziej że to była pierwsza wizyta... Co ona sobie o mnie pomyślała..."
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Umówiłam się do fryzjerki
Przez parę lat mieszkałam za granicą i z konieczności tam ogarniałam sobie włosy. Płaciłam też za to spore kwoty w euro, a i na koniec zawsze trzeba było zostawić fryzjerce te parę procent napiwku, jak nakazuje zwyczaj i dobre wychowanie. Zwłaszcza że z moją miejscową fryzjerką byłam już całkiem miło zaznajomiona, więc nawet wypadało jakoś ją dodatkowo docenić za te cuda, które robiła na mojej głowie.
Ale w grudniu wróciłam już na stałe do kraju, dlatego musiałam poszukać sobie na miejscu nowej fryzjerki. Padło na taką panią Anię, którą poleciła mi znajoma z Facebooka. Podobno zawsze wychodziła od niej zadowolona, a rachunek mieścił się w granicach przyzwoitości.
Cóż, ta koleżanka miała ładną fryzurę na profilowym, więc może rzeczywiście warto zapisać się do tej pani Ani. Pomyślałam, że przy takiej opinii nie zaszkodzi mi spróbować. Zadzwoniłam do jej salonu i umówiłam się na najbliższy wolny termin, bo już nie mogłam patrzeć na swoje odrosty.

Po wizycie u fryzjerki zapomniałam o napiwku
Pani Ania zajęła się mną fachowo. Zaczęła od cięcia, potem farbowanie z balejażem, żeby włosy wyglądały jak muśnięte słońcem, naturalnie... Nie znoszę jednolitej kolorystycznie maski, która z daleka prezentuje się jak sztuczny czerep.
Pani Ania w lot pojęła, czego oczekuję. Efekt końcowy jej pracy wyszedł tak zachwycający, że nie mogłam się napatrzeć... Z tego wszystkiego aż zapomniałam o kulturze! Machnęłam kartą przed terminalem, wstukałam PIN, ściągnęło 490 zł, wzięłam paragon i wyszłam...
Zupełnie wypadło mi z głowy, żeby sięgnąć jeszcze do kieszeni i zostawić napiwek! Nie wiem, o czym ja sobie myślałam... Teraz mi głupio i nie wiem, czy powinnam się wrócić, czy nadrobić to przy następnej wizycie? Co ona sobie o mnie pomyśli?
Oliwia