"Za mąż wyszłam młodo. Może i dlatego wszystko przyjęłam bez zająknięcia. To, że mąż idzie się bawić na imprezy beze mnie i przychodził zalany i brudny od kobiecych kosmetyków, no bo przecież mężczyzna musi się zabawić. To, że nie chciał, bym pracowała, no bo kobieta ma siedzieć w domu i zajmować się rodziną. Przełknęłam też liczne docinki i wyśmiewanie, także przy innych. Jednak w 25. rocznicę ślubu powiedziałam temu Basta! Odpłaciłam się mu za to wszystko w kapitalny sposób! Reakcja wszystkich była lekiem na moje zranione serce..."
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Mąż mną poniewierał 25 lat
Patrząc wstecz na moje życie, zastanawiam się, dlaczego na to pozwalałam? Może konserwatywne wychowanie, brak własnych perspektyw no i oczywiście moja głupia niewinność i młodość. Jednak cieszę się, że uwolniłam się od tego, żyję samotnie, ale szczęśliwie.
Marek to najlepsza partia, jaką mogłam mieć, a przynajmniej wtedy mi się tak wydawało. Z dobrej rodziny, jak to się mówiło, a i pracował, nie pił za dużo no i przystojny jak diabli. Zakochałam się w nim, myślałam, że on we mnie też. Teraz już wiem, że wykorzystał moją naiwność, aby znaleźć sobie nie równie sobie partnerkę, ale niewolnika.
Wyszłam za niego za mąż w wieku 21 lat, bo on chciał rychłego ożenku. Mawiał, że nie chce by mnie ktoś mu sprzątnął sprzed nosa, a ja byłam z tego powodu szczęśliwa. Szybko idylliczne życie skończyło się, kiedy zamieszkaliśmy w naszym nowym mieszkaniu.
Najpierw zdecydował za mnie, że nie będę pracowała. Chciał od razu dziecka, więc i tak się stało. Później od razu wręcz kolejne. Tak więc przed moim 25 r. ż. miałam już dwójkę dzieci. Mąż wyliczał każdy grosz, a za dużą część wydatków odpowiadał on sam. Stałam się jego służącą. Nie pomagał w domu, coraz więcej wymagał, kłótnie i jak się później dowiedziałam, także liczne zdrady.
Powiedziałam temu dość...

Odpłaciłam się kapitalnie
Kiedy zdradził mnie czwarty raz, choć zapowiedział po pierwszym razie, że to się skończy, to powiedziałam sobie dość. W tajemnicy zasięgnęłam porady adwokata, zaczęłam szukać pracy. Miałam gdzie pójść, bo na szczęście było mieszkanie po moich rodzicach. W prawdzie miałam je oddać młodszemu synowi, ale on wyjechał na studia zagraniczne, więc stało puste.
Dzieci odchowane i zajęte swoim życiem, czas na mnie - pomyślałam. Tuż przed naszą okrągłą rocznicą ślubu, mąż zażyczył sobie imprezy w naszym mieszkaniu dla rodziny. Dla jego rodziny, mojej nie. Zgodziłam się to zorganizować, ale w głowie miałam już plan.
Tak więc w dniu przyjazdu gości ja udawałam, że wszystko jest w porządku. Kiedy goście przyszli i zasiedli ja stołem, ja stanęłam przed nimi, powiedziałam, jak nasze życie wyglądało przez ostatnie 25 lat i rzuciłam na stół papiery rozwodowe. Potem ubrałam się, zabrałam z komórki lokatorskiej swoje spakowane wcześniej walizki i odeszłam.
Oczywiście jedzenia nie przygotowałam, więc męża czekała podwójna kompromitacja. Choć to i tak za mało za te 25 lat poniewierania mną, prawda?
Irena