"Naprawdę mam tego dość. Kiedy poznałam Marka, wiedziałam, że nie będzie nam łatwo z jego mamą. Ona jest do niego mocno przywiązana i ja rozumiem, że tak naprawdę ma tylko jego. Ale Marek ma już 35 lat i najwyższy czas, żeby mógł odciąć pępowinę. Dla niego to też nie jest łatwe i widzę, jak często wręcz bije się z myślami. Podejmuje decyzję, a później ona znów gra na jego uczuciach i on nie potrafi postawić na swoim. Nasze małżeństwo jest przez to w rozsypce. A tu dziecko w drodze".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
To zawsze była trudna relacja. Ja wiedziałam doskonale, że Marek tak łatwo się od niej nie uwolni. To wymagałoby od niego nie tylko twardego tyłka, ale też niezłej samodyscypliny. A Maruś po prostu kocha swoją matkę no i nie ma w tym niczego dziwnego. W końcu przez całe jego życia była dla niego najważniejszą kobietą jego życia.
Tylko że teraz ja nią jestem. A przynajmniej powinnam być, bo szczerze, to Marek tego nie okazuje zbyt często.
Inaczej mówi przy mnie, a inaczej, gdy już mamusia zaczyna grać na jego uczuciach.
Wiem, że ma tylko jego
Mieszkała z Markiem przez 35 lat. Ojciec Marka odszedł od nich gdy on nie miał jeszcze roku i od tego czasu w sumie nie mają żadnego kontaktu.
Matka wciąż na niego liczyła. Nawzajem byli dla siebie wsparciem. Ale uzależniła go od siebie kompletnie. A teraz czuje się niepewnie, bo nie ma go już obok. Jest przy mnie i dla mnie.
Więc postanowiła grać na jego uczuciach, żeby trzymał jej stronę. A on się daje i nie dziwię mu się wcale, bo jest między młotem a kowadłem.


Dla mnie to za trudne
Ja po prostu czuję, że pękam. Każda kobieta chciałaby być dla swojego mężczyzny najważniejsza. A mój stawia mnie zdecydowanie za matką, a przynajmniej zwykle tak jest.
Czuję, że nasze małżeństwo się rozpada, a przecież niedługo zostaniemy rodzicami. Gdy używam tego argumentu, Marek czasem stawia się matce, ale to wciąż jest za mało. Za rzadko.
Jest pod tak ogromnym jej wpływem, że trudno będzie mu się z tego wszystkiego wyplątać. Jestem załamana. Naprawdę załamana. Jeśli nasze wspólne życia już zawsze ma tak wyglądać, to ja tego nie wytrzymam i w końcu odejdę. I pewnie sobie tego później nie wybaczę.
Karolina