"Prowadzimy z żoną mały pensjonat w górach. Zazwyczaj obłożenie jest spore, a w ferie wszystkie apartamenty wysprzątane, zarezerwowane, czekają na przyjazd gości. Tymczasem co roku ta sama historia... Tylko woj. mazowieckie zacznie ferie, a już Baśki rodzina zjawia się bez zapowiedzi na naszym podwórku i jeszcze ma wymagania... Ale w tym roku dostali nauczkę".
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Prowadzę z żoną pensjonat w polskich górach
Od 10 lat mamy z żoną wspólny biznes. Zainwestowaliśmy z Baśką w niewielki pensjonat w górach... Mamy tam ledwo 8 pokoi, niektóre spore, wynajmujemy je jako apartamenty. Gdy go kupowaliśmy, był mocno zaniedbany, ale zdążyliśmy wszystko elegancko wyremontować i przygotować parę lat przed tym, jak ceny na rynku nieruchomości poszybowały w górę. Ale nawet wtedy jakoś nie było chętnych, by pomóc przy remoncie.
Rodzina się cieszyła, trochę zazdrościła, ale żeby pomóc choćby w znalezieniu fachowców albo hurtowni, to już nie było chętnych. Nawet siostra Baśki, choć jest praktykującą krawcową, nie miała czasu, żeby uszyć nam zasłony i firanki albo chociaż pomóc kupić taniej materiał - mimo że ma dojścia.
Cóż, sami sobie też poradziliśmy. Teraz spijamy śmietankę, można powiedzieć. Koszty są duże, ale zarobek zadowalający. Baśka ma smykałkę do mediów społecznościowych, robi nam świetną reklamę. Nie narzekamy na brak chętnych, wręcz przeciwnie. W sezonie zawsze mamy duże obłożenie, a wielu gości to już stali odwiedzający, wracają co sezon.

Krewni przyjeżdżają bez zapowiedzi i oczekują noclegu
Problemem są jednak nasi krewni, zwłaszcza Baśki (bo moi są miejscowi)... Mam wrażenie, że ostatnio nie mają zbyt wiele kasy na wakacje, więc wykombinowali sobie inny sposób, który wyjątkowo mnie denerwuje.
W zeszłym roku urządzili nas tak pierwszy raz... Bez zapowiedzi przyjechali do nas, tłumacząc się, że w sumie planowali pierwszy tydzień ferii spędzić w górach, ale mieli urlopu nie dostać... W końcu jednak dostali w ostatniej chwili i dlatego spakowali się i przyjechali, a nie zdążyli nic zarezerwować. Zapytali Baśki, czy mogą u nas zostać, skoro prowadzimy pensjonat.
Baśka była zaskoczona, ale się zgodziła... Ja bym ich najchętniej ulokował w naszym domu, w małym pokoju, który stoi wolny, ale akurat wtedy mieliśmy awarię w łazience i nie było warunków, więc już machnąłem ręką i wciągnęliśmy ich na listę gości pensjonatu. Dostali wolny apartament i jeszcze wyżywienie na miejscu.
Myślałem, że pod koniec wystąpią z propozycją, że chociaż pokryją koszty swojego pobytu, ale im to w ogóle nie przyszło do głowy! Pomieszkali na nasz koszt przez tydzień i wrócili do Warszawy, zadowoleni, że tacy sprytni byli!
W tym roku też przyjechali. Nie spodziewali się zakończenia
W sobotę zaczęły się ferie w mazowieckim i jak babcię kocham, od razu zacząłem się zastanawiać, czy siostra Basi z mężem i dwójką dzieciaków znowu się do nas wprosi... A jakże! Pod wieczór zajechali na podwórko i zaczęli się wylewnie witać. Od razu napomknęli o tym apartamencie, co go w zeszłym roku zajmowali i w tym też by chcieli ten sam...
Tym razem nie dałem się zrobić na kasę. Od razu zaproponowałem, żeby jechali ze mną do domu, to ich ulokuję w pokoju u nas. Przyniesie się dwa łóżka polowe z piwnicy i się zmieszczą... Kuchnię będą mieli do dyspozycji, bo nas przez większość dnia nie ma; a obok jest dyskont. Bo w pensjonacie mamy wszystkie miejsca zajęte i z góry opłacone, więc nie będziemy odmawiać ludziom, którzy uczciwie płacą za nocleg i jeszcze bukowali termin pół roku wcześniej. Nie ma opcji wygospodarowania nawet jednego łóżka w pensjonacie.
Widziałem, że miny im zrzedły, ale co mieli za wybór? Pojechali do nas do domku na obrzeżach... Wytrzymali dwa dni. Trzeciego dnia zebrali się, podziękowali i ruszyli... do Zakopca, bo sobie opłacili jakiś apartament w willi i skipasy.
Czyli jednak finanse były, tylko po rodzinie woleli wykorzystać, niż uczciwie zarezerwować i opłacić, a chociażby uprzedzić o przyjeździe! Chodzi mi o sam koszt pobytu, o zarobku nawet nie mówię. Z tego byłem gotów zrezygnować, byle nie być potraktowanym przez rodzinę jak jeleń z darmową miejscówką na każde zawołanie...
Mam nadzieję, że dało im to do myślenia.
Sebastian