"Moja Marysia ma duże zdolności malarsko-artystyczne. Chwalą ją w szkole, nawet brała udział w różnych konkursach szkolnych. Kiedy więc zobaczyłam, że pewna firma organizuje konkurs dla dzieci na fejsie, zapytałam córkę czy chce wziąć w tym udział. Odpowiedziała, że tak, więc wstawiłam jej pracę, którą specjalnie na ten konkurs przygotowała. Zwyciężyć miała praca z największą liczbą lajków. Okazało się, że wygrała inna dziewczynka, która miała brzydszą pracę, ale jej matka jest szefową wielkiej firmy".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Wystawiłam pracę córki na konkurs na fejsie
Kilka dni temu natrafiłam na konkurs na Facebooku, który był przeznaczony dla dzieci w wieku 7-10 lat. Zadanie polegało na tym, że uczestnicy mieli stworzyć pracę plastyczną na temat postanowienia noworocznego. Firma, która organizowała konkurs w nagrodę wysyłała sprzęt do plastyki. Przyznam, bogaty i drogi sprzęt.
Z racji, że moja Marysia uwielbia malować i rysować, to zapytałam ją, czy chciałaby wziąć w tym udział. Podekscytowana Marysia przez cały weekend malowała swoje postanowienie i praca wyszła naprawdę świetnie. Zrobiłam jej zdjęcie i wstawiłam w komentarzu pod postem kandydaturę córki.
Liczyłam się z tym, że nie wygra, bo może ktoś piękniej coś namalować, ale cieszyłam się, że Marysia chce się angażować. Niestety, nie przewidziałam, co może się stać...

Matka zwyciężczyni miała ogromne znajomości
Wyniki sprawdzałam z zapartym tchem, ale niestety, moja córka nie wygrała konkursu. Sprawdziłam więc z ciekawości, jak wygląda zwycięska praca. Okazało się, że kandydatura innej dziewczynki miała najwięcej polubień, a jej praca była brzydka i namalowana niechlujnie. Sprawdziłam więc, kim jest matka zwyciężczyni.
Kobieta na swoim profilu dodała wpis otwarty, dzięki czemu mogłam zobaczyć, co napisała. Okazało się, że ta matka jest szefową wielkiej firmy, w której pracuje kilkaset osób. We wpisie podziękowała swoim podwładnym za wsparcie i pogratulowała córce talentu. O mało się nie zagotowałam.
Ja nawet rodzinie nie wysłałam kandydatury Marysi, aby było uczciwie, a ona zaangażowała setki swoich współpracowników. Ciekawe, co im za to obiecała, bo nie wierzę, że ot tak za darmo jej polubili to zdjęcie. To oszustwo! Czego chce uczyć swoją córkę? Najbardziej szkoda mi Marysi, bo nie wiem, co mam jej odpowiedzieć, kiedy zapyta, jakie są wyniki.
Olga