"Od początku go nie lubił. Wiem, że przygarnięcie Bakusia było moją inicjatywą i powinnam była bardziej to przegadać z moim mężem, ale ja zawsze marzyłam o kocie, a i dzieciaki mogły na tym skorzystać. Jednak Bakuś, jak to kot, czasami bywa wybredny. Ostatnio po prostu przestał jeść. Zabrałam go do weterynarza i okazało się, że jest zupełnie zdrowy i to po prostu jego decyzja, że nie będzie jadł. No ale mijał kolejny dzień, a on tylko liznął karmę i dalej prosił o coś innego. Wtedy mój mąż zrobił coś takiego. Ja mu tego nie wybaczę".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
On nie chciał tego kota
Rozmawiałam z nim o adopcji od dawna i poruszałam ten temat przy każdej, możliwej okazji. Ale on nawet nie chciał o tym słyszeć. Gdzie ja nie widziałam minusów adoptowania koteczka. To też pewnego dnia postanowiłam, że po prostu przyniosę do domu słodką, pluszową kuleczkę i na pewno się w niej zakocha.
Tak też zrobiłam. Kupiłam całą wyprawkę i przytaszczyłam do domu naszego Bakusia. Dzieci od razu oszalały na jego punkcie. Mąż miał dystans i nawet był na mnie obrażony.
Czasem miałam wrażenie, że gdyby nie jego urażona duma - bo przecież się nie zgodził, to byłoby inaczej i zaakceptowałby kociaka od razu.
Nakryłam go raz
Myślał, że jestem jeszcze w wannie, a ja musiałam przemknąć się do przedpokoju po ręcznik, którego zapomniałam. Zobaczyłam ukradkiem, że mąż bawi się z Bakusiem w salonie i widziałam w jego oczach prawdziwą radość.
To lubi go, czy nie lubi? Byłam pewna, że tylko udaje tę niechęć.
Bakuś nie sprawiał problemów. Aż wreszcie pewnego dnia, po prostu przestał jeść.
Co ja się natrudziłam, żeby cokolwiek mu wcisnąć.
Zabrałam go do weterynarza, bo już się martwiłam. Ale okazało się, że jest po prostu wybredny, bo tak naprawdę to jest zupełnie zdrowy.

Nie miałam już pomysłu
Aż tu nagle mój mąż postanowił ratować sytuację. Z jednej strony jestem mu za to wdzięczna, ale z drugiej?
Naprzynosił mu z zoologicznego mnóstwo saszetek i puszek. Tego żarcia było tam za ponad tysiąc. Nie mieliśmy dodatkowego budżetu, w zasadzie kończył nam się zapas gotówki na ten miesiąc. Skąd więc wziął pieniądze? Z naszego budżetu na ferie! Które przecież już niedługo. Mieliśmy jechać z dzieciakami na narty, a teraz nie wiem, czy nam starczy.
Wprawdzie Bakuś odkrył karmę, którą chce jeść i znów nie ma z nim problemów, ale ta sytuacja tak mnie zdenerwowała, że ja chyba nigdy nie wybaczę mężowi. Co powiem dzieciom? A on tylko dodał: "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie".
Czysta złośliwość? Chyba jednak nie. Bo teraz mąż już bez ukrywania się przytula naszego Bakusia. Więc nie ma tego złego.
No dobra... jestem już trochę mniej zła ;).
Ania