"Mam jedną taką znudzoną sąsiadkę panią Gienię, która jest naszym osiedlowym monitoringiem. Pech chciał, że ma okna wychodzące na nasz salon z balkonem, a do tego zwyczajnie mnie nie lubi... Chyba nikogo nie lubi! Nieraz widziałam, jak czai się za firanką ze swoją lornetką. Przyuważyła, że na naszym balkonie pojawił się wielki pies mojej córki, i najwyraźniej jej się to nie spodobało. Natychmiast zgłosiła to do administracji, a po paru godzinach wezwała policję! Jakież było jej zdziwienie, gdy donos zadziałał inaczej, niż sobie uplanowała..."
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Sąsiadka wciąż nas podgląda
Mam problem ze wścibską sąsiadką, która jak na złość mieszka okna w okna z nami. Jej okno wychodzi wprost na nasz salon i balkon... Co prawda po drugiej stronie osiedla, ale przy tym samym patio. Pani Gienia najwyraźniej się nudzi i całymi dniami pełni funkcję naszego osiedlowego monitoringu. Sterczy w tym oknie z lornetką, wszystkich obserwuje i myśli, że nikt jej nie widzi.
Do tego jeszcze mnie nie lubi i ciągle się mnie czepia. Już powoli mam tego dość, ale prawdę mówiąc, nie chciałam się wychylać i zaczynać konfliktu... Lecz spór sam się zaczął, z inicjatywy pani Gieni! Kilka dni temu ta kobieta wysłała do administracji donos, że trzymamy na balkonie agresywnego psa!
Słowem wyjaśnienia... Moja córka dostała parę lat temu tego psa na urodziny. Tyle że do tej pory trzymała go w pokoju. Nigdy bym nie pomyślała, że to urocze psisko stanie się zarzewiem osiedlowego konfliktu...
Wszystko o nim można powiedzieć, tylko nie to, że jest agresywny! Bo jak wypchany, PLUSZOWY pieseł miałby być agresywny?! On tylko wygląda "dostojnie". Problem w tym, że jest taki wielki, że nie mieści mi się do pralki...
A musiałam uprać w tym tygodniu wszystkie maskotki i pościel ze względu na to, że młoda przyniosła z przedszkola niechcianych lokatorów we włosach. Tym sposobem ponadgabarytowy, realistycznie wyglądający pies trafił na balkon. Pluszak tak głośno się "zachowywał", że wzbudził oburzenie pani Gieni!

Pani Gienia nasłała na nas policję. Nie spodziewała się skutków tego donosu
Gdy policja zapukała z interwencją, mocno się zdziwiłam. Pan zdziwił się jeszcze bardziej, gdy zaprowadziłam go na balkon i pokazałam naszego rzekomego agresora, który od tygodnia zakłóca spokój osiedla uciążliwym szczekaniem. Z jednej strony aspirant miał ochotę wybuchnąć śmiechem, z drugiej... widać, że był zirytowany, bo stracił czas.
Napomknęłam, że chyba wiem, kto za tym stoi... Zdążyłam już dowiedzieć się, co nasmarowała na mnie do administracji. I skoro pan policjant już był, opowiedziałam o uciążliwej sąsiadce spod szóstki i o naruszaniu naszej prywatności.
Oczywiście, swoim zwyczajem Gienia nie wytrzymała i na widok radiowozu pod blokiem, od razu zajęła swoje miejsce w oknie. Z lornetką. Zdjęcia wyszły pięknie, założę się, że się na nich rozpozna!
Takim sposobem miły policjant prosto z interwencji ws. balkonowego agresora powędrował na drugą interwencję - w sprawie uciążliwej sąsiadki... Szach mat! Mam nadzieję, że to ukróci jej zapędy, choć żałuję, że nie da się jej skonfiskować tej lornetki...
Edyta