"Przez 7 lat mieszkaliśmy we troje z naszym wiernym psynkiem, a tu nagle tuż po rozwodzie mój były mężulek obudził się z głębokiego snu... Powiedział, że on Peweksa nie będzie utrzymywał. Pies został ze mną, to teraz ja mam się martwić. Tak się traktuje członków rodziny?! To też jego psynek i nigdy go nie zdradził, więc co on winien?"
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Mąż się wyprowadził, lecz pies został ze mną
Byłam w małżeństwie przez prawie 7 lat. Raz było lepiej, raz gorzej... Ale ja chyba nie jestem stworzona do monogamii, już taki mam charakter, że szybko się nudzę. Miejsca pracy też zmieniałam jak rękawiczki, dlatego ciągle czekaliśmy z decyzją o ewentualnej ciąży.
Jedynym stałym punktem mojego życia był Peweks - nasz pies. Właściwie to nasz "psynek". Innych dzieci nie mieliśmy. A psynka to Jacek przyniósł do domu w pierwszym roku naszego małżeństwa. Znalazł ten kłębek psich nieszczęść gdzieś przy drodze. Ja początkowo miałam wątpliwości, ale ponieważ długo nikt się po psa nie zgłaszał, to daliśmy mu imię Peweks... i tak już został, a ja przekonałam się do niego po całości!
Odtąd Peweks zawsze był z nami jak najwierniejszy przyjaciel. Nie odstępował mnie na krok! Tyle że to nasze (moje i Jacka) "zawsze" skończyło się, gdy Jacek przyłapał mnie na romansie z kolegą z pracy... Nie dało się tego odkręcić.
Rozwód załatwiliśmy na pierwszej rozprawie, za porozumieniem stron, bo Jacek nie chciał prać publicznie żadnych brudów. Nie chciał też zabierać ze sobą Peweksa, więc kochany psynek został ze mną. Mi to akurat pasowało. Byłam pewna, że skoro Peweks to tak samo jego pies, jak i mój, to Jacek będzie pokrywał połowę kosztów utrzymania naszego pupila.

Teraz był mąż nie chce dalej utrzymywać Peweksa!
Niestety, ale się przeliczyłam. Jacek stwierdził, że nie ma obowiązku łożyć na utrzymanie naszego psynka! Chyba sobie żartuje! To przez te 6 lat, odkąd Peweks jest z nami, byliśmy jak rodzina, a teraz Jacek zostawia go bez środków do życia?
Ja nie zdołam wszystkiego sama opłacić, a utrzymanie psa kosztuje. I to bardzo konkretnie, licząc weterynarza, karmę, akcesoria... To nie jest 5 złotych miesięcznie!
Przecież Jacek wziął rozwód ze mną, a nie z Peweksem. To niby dlaczego pies ma na tym teraz stracić? Jakość jego pieskiego żywota nie powinna się pogorszyć... Co nasz Peweks jest winien? Nigdy Jacka nie zdradził! O spadek też się nie upomni, więc wypadałoby, żeby współwłaściciel fundował mu regularnie michę karmy i opiekę, a nie umywał rączki...
Jak mam na mojego eksa wpłynąć, żeby zmienił zdanie?
Andżela