Aleksandra Gajewska już po raz drugi została posłanką, ale tym razem pracę rozpoczęła z przytupem. A ściślej mówiąc: z czteroletnim Aleksem, którego zabrała ze sobą na pierwsze posiedzenie sejmu X kadencji. Zdjęcia posłanki z pociechą obiegły media, a Aleksandra Gajewska musiała zmierzyć się z ogromną falą krytyki!
Posłanka przyprowadziła do sejmu dziecko
Jednym z najpopularniejszych zdjęć z pierwszego dnia pracy polskich posłanek i posłów pozornie niewiele wspólnego ma z polityką. Chodzi o fotografię Aleksandry Gajewskiej, która pierwszego dnia pracy do sejmu przyprowadziła swojego syna, czteroletniego Aleksa. Chłopczyk dzielnie asystował swojej mamie podczas obrad.
Obecność dziecka w ławach sejmowych wzbudziła ogromne poruszenie. Co ciekawe, kłopotu z zaakceptowaniem tej sytuacji nie miały osoby najbardziej zainteresowane, czyli koleżanki i koledzy z pracy Aleksandry Gajewskiej. Wzburzenie pojawiło się natomiast w komentarzach pod materiałami dotyczącymi 34-latki i jej syna.
"Sejm to nie przedszkole", komentują niektórzy
Znany z programu "Gogglebox. Przed telewizorem" tiktoker Mariusz Kozak już w ubiegłym miesiącu nakręcił razem z posłanką PO Gajewską materiał o tym, jak w sejmie wygląda "pokój dla rodzica". Z racji medialnego szumu, jaki w ostatnich dniach podniósł się wokół wizyty syna posłanki w sejmie, filmik cieszy się teraz dużą popularnością. W komentarzach pod tym krótkim filmem na próżno szukać zrozumienia dla Aleksandry Gajewskiej:
Ale jak można przyjść do pracy z dzieckiem?
Jak z dzieckiem? A w której pracy można przyjść z dzieckiem i wykonywać swoje obowiązki?
Tyle sosu zarabiają, że na opiekunkę zabrakło?
Tymczasem nawet polityczny oponent Aleksandry Gajewskiej, mąż Marianny Schreiber, poseł Łukasz Schreiber, nie rozumie negatywnych komentarzy pod adresem 34-latki. Na portalu X napisał:
Nie ma w tym nic złego ani wstydliwego i nie ma sensu robić z tego żadnej sensacji.
W podobnym tonie wypowiedziała się na X Dorota Olko, posłanka partii Razem:
To, że ktoś ma problem z obecnością dziecka @AGajewska w Sejmie, jest po prostu przygnębiające. Nie zauważyłam, żeby syn komukolwiek przeszkadzał w pracy (a siedzę na sali obrad dość blisko!).
Reprezentacja parlamentarna powinna być różnorodna i całe szczęście, że jej częścią są rodzice małych dzieci. A że to praca, gdzie bywa, że o harmonogramie obrad (obejmującym popołudniowe godziny) dowiadujesz się w ostatniej chwili, serio o zorganizowanie opieki może być trudno.
Już nie wspominając o fakcie, że na zaproszenie posła do sejmu może wejść praktycznie każdy człowiek, a dziecko – przypomnijmy – to też człowiek.
A Wy jak sądzicie? Dzieci powinny spędzać czas w miejscu pracy rodziców?