„Moja narzeczona bardzo na poważnie podchodzi do całej tej ślubnej otoczki. Na co dzień jest perfekcjonistką, a gdy w grę wchodzi takie ważne wydarzenie, jakim jest nasz nadchodzący wielkimi krokami ślub, Ewelina dostaje jeszcze większego bzika. Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Sami rozumiecie, ma być idealnie i kropka. Ostatnio zrobiła pewną rzecz, bo uważa, że ma ku temu dobry powód. Jakoś mi się to nie uśmiecha! Nie chcę, żeby była na mnie zła, ale muszę to odkręcić...”
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Ewelina to perfekcjonistka
Jeśli myślicie, że wasze kobiety to perfekcjonistki, nie poznaliście mojej. Na co dzień ma na tym punkcie fioła, a gdy w grę wchodzi tak ważne wydarzenie, jakim jest nasz nadchodzący wielkimi krokami ślub, Ewelina dostaje jeszcze większego bzika. Za rady, żebym ją zostawił, to ja podziękuję, bo to żadne rozwiązanie. Kocham ją i jest cudowną kobietą, a przecież nikt z nas nie jest człowiekiem bez wad. Zresztą lepiej, żeby była perfekcjonistką, niż czepialską, naburmuszoną jędzą.
Tak czy inaczej, na naszym ślubie i weselu ma być idealnie i koniec kropka. Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Kiedy oświadczałem się trzy lata temu, myślałem, że już po roku Ewela zostanie moją żoną. Jednak ona uparła się, że ma być tak, jak sobie tego wymarzyła.
Zatem czekaliśmy cierpliwie na najpiękniejszą salę w okolicy, najlepszą orkiestrę, najbardziej utalentowanego fotografa i kamerzystę... Mógłbym tak wymieniać i wymieniać! Nawet kwiaciarnia i cukiernia zostały przez nią przeanalizowane pod każdym możliwym kątem, sami rozumiecie.

Jestem facetem z krwi i kości. Moja noga tam nie postanie!
W końcu czas oczekiwania zmierza ku końcowi, a my za dwa tygodnie bierzemy upragniony ślub. Bylem pewien, że już nic mnie nie zaskoczy, ale ostatnio Ewelina przygotowała specjalny harmonogram, którego musimy się trzymać, żeby nic nie umknęło naszej uwadze.
Może faktycznie lepiej mieć to wszystko rozpisane, żeby o niczym nie zapomnieć...
- pomyślałem, doceniając trud, jaki moja ukochana włożyła w stworzenie ślubnego grafiku. Gdy rzucałem okiem na to, co było tam napisane, na moment mnie zamurowało, ale po chwili uznałem, że to jakaś pomyłka. Możecie sobie wyobrazić, że moja przyszła żona zapisała mnie do kosmetyczki na paznokcie?
Rany boskie, przecież ja jestem facetem z krwi i kości, moja noga tam nie postanie! Okazuje się, że Ewelina uważa, że ma ku temu dobry powód! Jak chyba każdy facet mam mocno narośnięte skórki i trzeba z tym zrobić porządek, bo podobno moje dłonie będą źle wyglądać na zdjęciach ślubnych. Jakoś mi się to nie uśmiecha! Nie chcę, żeby była na mnie zła, ale muszę to odkręcić... Błagam, podpowiedzcie jak!
Artur