"7 lat po tym, jak odszedł mąż, przeprowadziłam się do domu po mojej mamie. Dobrze mi się tam mieszkało, ale zachowanie sąsiada zaczęło mnie mocno irytować. Zauważyłam, że niemal każdego popołudnia bierze do rąk lornetkę i mnie podgląda! Kiedy w końcu poszłam zrobić mu awanturę, wszystko mi wyjaśnił. Gdy usłyszałam, co powiedział, zamarzyłam o tym, żeby zapaść się pod ziemię!"
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
W domu po mamie dobrze mi się mieszkało, ale do czasu
Z mężem mieszkaliśmy we wspólnie kupionym mieszkaniu. 7 lat po jego śmierci postanowiłam sprzedać mieszkanie i wprowadzić się do domu po mojej mamie. Usytuowany jest on na obrzeżach naszego miasteczka i po wyremontowaniu domu, poczułam się w nim cudownie.
Okazało się, że niedaleko mnie mieszka wdowiec, którego od początku polubiłam. Zawsze gdy się widzieliśmy, to wymienialiśmy miłe słowa. Miał piękny i radosny uśmiech. Pewnego razu zobaczyłam coś dziwnego. Na początku nie byłam pewna, czy dobrze widzę, ale gdy się upewniłam, to przeżyłam szok. Zauważyłam, że sąsiad siedzi w swoim oknie i zagląda do mojego domu przez lornetkę! Zasunęłam szybko zasłony i zaczęłam się zastanawiać, czy mam zareagować.
Następnego dnia, po południu również zobaczyłam, że mi się przygląda. Znów poczułam się niezręcznie i przeszłam do innego pokoju, żeby mnie nie widział. Nie wiedziałam, jak się mam zachować. Sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa razy. W końcu nie wytrzymałam i poszłam do niego powiedzieć, co o tym myślę.

Poszłam do sąsiada zrobić mu awanturę.
Weszłam na jego podwórko, podeszłam do drzwi i zadzwoniłam dzwonkiem. Kiedy sąsiad otworzył, od razu przeszłam do rzeczy. Wygarnęłam mu surowym tonem, że nie życzę sobie, żeby mnie podglądał, że mam prawo czuć się w moim domu swobodnie, że jak jeszcze raz go zobaczę z lornetką skierowaną w moją stronę, to zgłoszę to na policję. Powiedziałam także, że to, że nie ma żony, nie oznacza, że może mnie podglądać, że nawet nie próbuje schować się za zasłoną. Na koniec jeszcze krzyknęłam, żeby inaczej sobie radził z energią seksualną.
Ale się wygłupiłam!
Sąsiad słuchał wszystkiego najpierw z szeroko otwartymi oczami, ale po chwili na jego twarzy zaczął pojawiać się uśmiech. Gdy skończyłam swoją wypowiedź, zapytał, czy już pozwolę wyjaśnić mu to nieporozumienie. Przytaknęłam.
Sąsiad powiedział, że jestem urocza, ale to nie mnie podgląda przez lornetkę. Zdziwiłam się, przecież wokół nas już nie ma blisko innych domów. Sąsiad wręczył mi trzymaną w ręce lornetkę i wskazał, w którym kierunku mam przez nią spojrzeć. Okazało się, że na drzewach przy moim domu przesiadują różne ptaki. Sąsiad wyjaśnił, że jest emerytowanym ornitologiem i odkąd tu zamieszkał, to niemal w każde popołudnie przygląda się ptakom w moim przydomowym sadzie. Nagle przypomniałam sobie, jak mi kiedyś mówił, że pracował, jako ornitolog i ja faktycznie skojarzyłam tę nazwę z przyrodą, ale nie wiedziałam, że konkretnie dotyczy ona nauki o ptakach. W tym momencie zapragnęłam zapaść się pod ziemię! Oddałam mu lornetkę, przeprosiłam i popędziłam do domu.
Jest mi strasznie głupio. Od tej pory staram się go unikać, a nie jest to łatwe. W końcu jesteśmy sąsiadami. Zawsze, gdy mnie widzi, to się uśmiecha. Po co ja mu mówiłam o tej energii seksualnej?! Przeze mnie zaniechał swojego zwyczaju obserwowania ptaków w moim sadzie. Ale najgorsze jest to, że przyłapałam się na tym, że nie mogę przestać o nim myśleć.
Halina