"Odkąd poznałem Ankę, nie mogłem przestać o niej myśleć... Te kształty, inteligencja, dowcip! Myślałem, że to za wysokie progi na moje nogi, ale ona chętnie umówiła się ze mną na randkę. Nie mogłem tego zepsuć! Wiele sobie obiecywałem po tym spotkaniu, a tymczasem... Czy ona bez pruderii mnie wykorzystała?!"
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Poznałem niebanalną dziewczynę
Od kiedy poznałem Ankę, opanowała wszystkie moje myśli! Dawno nie spotkałem takiej laski, a w dodatku ona też zwróciła na mnie uwagę... Była dowcipna, zabawna i do tego "wykształcona" tu i ówdzie. No, powiem wam... Sporo sobie obiecywałem po tej znajomości. Dosyć już miałem pustych lasek, których jedynym celem życiowym są napompowane wargi i twarz naciągnięta jak plandeka na żuku.
Ona była inna. Inteligentna i piękna. W dodatku chyba też wpadłem jej w oko, bo gdy zaprosiłem ją na randkę, z przyjemnością się zgodziła.
Trochę trzęsłem portkami, czy nie wygłupię się, jeśli zabiorę ją w jakieś fajne miejsce. Zaproponowałem nazwę fajnej włoskiej knajpy, ale ona powiedziała, że to dość daleko od niej, będzie jej trudno się tam dostać. Zaproponowała lokal bliżej, a ja się zgodziłem. Co prawda, gdy potem wszedłem na stronę internetową tej restauracji, żeby zobaczyć ceny, lekko mnie zmroziło! Ale czego się nie robi na poczet związku...
Umówiliśmy się na sobotę wieczór. Przez te parę dni pozostałych do soboty intensywnie do siebie pisaliśmy. Nie jestem typem gościa, który z kilku słów od razu robi historię życia, ale - naprawdę, miałem nadzieję, że ta relacja ma szanse.

Czy ona udawała zakochaną, żeby najeść się do syta?
W sobotni wieczór czekałem przed wejściem przed czasem. Po chwili zza rogu wyłoniła się Anka. Wyglądała jak milion dolarów! Od razu się wyprostowałem na jej widok!
Przywitaliśmy się i weszliśmy. Usiedliśmy naprzeciwko siebie przy stoliku i zaczęliśmy czytać menu. Gdy tylko podszedł kelner, Anka z uwodzicielskim uśmiechem... poprosiła o przystawkę i od razu o najdroższe danie w karcie! A co tego całą butelkę domowego trunku.
Potem zamówiła jeszcze deser... Ja nie miałem aż tak wilczego apetytu i ograniczyłem się tylko do jednego dania... Rozmowa niby się kleiła i teoretycznie ta randka była udana, choć nie powiem, wkurzyło mnie, że na koniec, gdy przyszło do płacenia rachunku, Anka nie wystąpiła z propozycją, bo złożyć się po połowie albo każdy za siebie, tylko przeprosiła mnie i poszła do toalety.
Oczywiście, zapłaciłem ja... wyszło prawie 400 zł za dwie osoby - masakra! Ale niezrażony zapytałem, czy w kolejną sobotę też się spotkamy? Ale tym razem to ja wybiorę miejsce. Ona skwapliwie przytaknęła... Na do widzenia nawet mnie pocałowała!
Myślałem, że w niedzielę napisze do mnie, tak jak to robiła codziennie od tygodnia... tu cisza! Na moje wiadomości odpisała dopiero późnym wieczorem - z podziękowaniem za miły wieczór, ale nie czuje chemii i nie widzi sensu kontynuować tej znajomości.
Czyżby zrobiła mnie w balona?! Nakłoniła mnie specjalnie na ten drogi lokal, najadła się na mój koszt, a potem zniknęła?!
Konrad