"Babcia Leokadia była bardzo schorowana i potrzebowała pomocy drugiej osoby przez blisko 10 lat. Mieszkała w pięknym, starym domu nad rozlewiskiem - niczym z serialu. Cała rodzina się od niej odwróciła lata temu, gdy po śmierci dziadka znalazła sobie nowego mężczyznę. Ten również zostawił ją, gdy zachorowała i straciła możliwość poruszania się. Zamieszkałam z nią zaraz po studiach i opiekowałam się każdego dnia. Po śmierci zostawiła mi bajeczny majątek i... zazdrosną rodzinkę w spadku".
Publikujemy list naszej Czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Babcia zawsze żyła na własnych zasadach
Moja rodzina jest bardzo wierząca i często jest to powodem do licznych kłótni i ostrej wymiany zdań, gdy ktokolwiek zdecyduje się zrobić coś inaczej, niż trzeba. Babcia choć była całkowicie z innego pokolenia, to uwielbiała nowoczesność. Doskonale radziła sobie na komputerze, chodziła na imprezy z koleżankami. Gdy dziadek Władek umarł, to szybko znalazła nowego towarzysza życia. Wydawał się być zakochany, ale gdy przyszły pierwsze problemy z chodzeniem babci, zniknął i zostawił ją samą.
Wtedy wprowadziłam się do niej i żyłyśmy razem w pięknym domu. Babcia zawsze była wdzięczna za pomoc i kochała mnie mocno. Rodzina, także moja mama odwróciła się od niej wiele lat temu. Uważali, że nie uszanowała śmierci dziadka, tylko młodszego faceta poszukała. Niektórzy nawet złorzeczyli, że jak będzie chora to młodzieniaszek jej nie pomoże.
Trochę mieli rację, ale to nie jest ważne, bo przez lata nawet do niej nie dzwonili. Babcia odeszła przepięknie uśmiechnięta na drugą stronę. W testamencie zostawiła wszystko mi w podziękowaniu za poświęcenie. To było miłe, ale nie chciałam tego nawet. Byłam przy niej do końca z miłości.

Stałam się dziedziczką majątku i jednocześnie obiektem zainteresowań
Już w trakcie pogrzebu babci zauważyłam, że wszyscy są żywo zainteresowani moją osobą. Każdy chciał mnie odwieźć do domu, a nawet wpaść na kawę. Potrzebowałam czasu, bo zżyłam się z babcią i chciałam odpocząć.
Pewnego dnia, na ulicy zaczepiła mnie ciotka:
Ewuniu, mam problemy rodzinne. Brakuje nam pieniędzy. Może sypniesz starej ciotce groszem? Ty teraz za darmo dostałaś taką fortunę po babce.
Nawet w snach nie spodziewałam się, że ktoś powie o babcie - babka, a jednocześnie będzie mi wyliczał, co dostałam. A, i przede wszystkim - nie za darmo.
Powiedziałam jej, co o tym sądzę. Poszła w swoją stronę, mamrocząc coś i niesprawiedliwości. Potem ciągle odbierałam telefony, że ktoś chce mnie odwiedzić. A moja mama to nawet zaczęła przyjeżdżać, byle dowiedzieć się, czy mam zamiar sprzedać dom.
Każdą osobę odesłałam z kwitkiem, bo... gdzie byli, gdy my trudniłyśmy się z chorobą babci? Gdy przestała chodzić, a ja codziennie musiałam ją umyć, dać zjeść?
Po raz kolejny przekonuje się, że z rodziną to tylko dobrze na zdjęciu...
Ewa