"Od trzech lat jestem mamą. Od pół roku nawet podwójną. Mieszkam z mężem i dziećmi i od bardzo dawna żyję na własny rachunek. Choć rozpoczęcie tej drogi wcale nie było łatwe. Musiałam uczyć się dosłownie wszystkiego. Błądziłam w tej nauce, jak dziecko we mgle. Ale postanowiłam sobie, że się nie poddam. Teraz mam 30 lat, a wciąż czuję się w pewien sposób ograniczana. Mam wrażenie, że praktycznie wcale nie podejmuję samodzielnych decyzji, choć mam wsparcie męża. Ale on też przed nią drży".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Jest mi ciężko
Wiem, że to poniekąd moja wina, bo powinnam się po prostu postawić. A ja nie potrafię, albo tak sobie wmawiam, dla świętego spokoju. Chociaż co to za spokój, skoro wszyscy na tym cierpimy.
Mieszkałam w rodzinnym domu do momentu, aż nie wyszłam za mąż. Mężatką jestem od 5 lat, więc jeszcze całkiem niedługo.
Jak łatwo policzyć, wyprowadziłam się, kiedy miałam lat 25. A nie było to wcale takie proste, bo oczywiście było gadanie, że zmieścimy się u nich. Ale u rodziców są dwa pokoiki, a mój był bardzo niewielki, jak miałabym tam żyć z mężem i dwójką dzieci?
Ta moja wyprowadzka była pierwszym moim protestem wobec rodziców.
Ślub trochę też nim był
Bo przecież czy mi z nimi źle? Będę jakiegoś obcego chłopa do życia wpuszczać. Po co?
Ja tam miałam wszystko podstawione pod nos. Jedzenie, kawkę, ciasteczko. Jak chciałam umyć po sobie talerz, to było:
Zostaw, ja to zrobię.
Tak było ze wszystkim. Nie chodziłam nawet na zakupy. Mama pytała tylko, na co mam ochotę i sama tachała te wszystkie siatki.
Pracowałam od dawna, ale mama o tym nie wiedziała. Nie ma szans, żeby rodzice mi na to pozwolili. Myśleli, że mam dodatkowe zajęcia, a ja w tym czasie zarabiałam pieniądze i odkładałam je, bo już wtedy chciałam "uciec".
Ale zabrakło mi odwagi. Bałam się, że sama sobie nie poradzę. Dopiero gdy poznałam obecnego męża, byłam odważniejsza w decyzjach.

Ale nie wiele się zmieniło
Mieszkam z mężem, mamy dzieci, ale i taka nie podejmuję samodzielnie żadnych ważnych decyzji. Żałuję, że opowiadałam o nich moim rodzicom i teraz mam plan, żeby tego nie robić. Będę przedyskutowywać tylko z mężem, a z rodzicami mogę się czymś dzielić dopiero po fakcie.
Mieliśmy propozycję wyjazdu za granicę. Wszystko już dogadane. Dom dla mnie i dzieci, super praca dla męża. Żłobek i przedszkole w razie potrzeby, gdybym też chciała pracować. I co? Rodzice wzbudzili w nas takie poczucie winy, że zostaliśmy. W zamian za nas pojechała moja przyjaciółka z rodziną i żyje jej się teraz super, a my dalej liczymy każdy grosz.
To jedna z poważniejszych decyzji, na którą mieli wpływ moi rodzice, ale nie jedyna. Ja nie mogę dłużej tak żyć i przyznam szczerze, że kiedy widzę, że na podwórko zajeżdża moja mama, to mam ochotę udawać, że nie ma mnie w domu. Zamiast mnie wspierać na każdym kroku, oni robią mi pod górkę.
Podziwiam mojego męża, który wciąż przy mnie trwa. Ktoś inny już dawno by uciekł.
Emila