"W moim rodzinnym domu dużo mówiło się o tolerancji. O tym, żeby szanować drugiego człowieka bez względu na to, jakiego jest wyznania, czy kogo kocha, albo czym się zajmuje. Rodzice tak mocno mi to wpoili, że jestem teraz nad wyraz empatycznym człowiekiem. Liczyłem na to, że i moje decyzje, nawet te trudne, nie będą dla nich problemem. Dlatego nawet niczego z nimi nie konsultowałem. Poszedłem za głosem serca i jednocześnie spełniłem swoje marzenie. Niestety to nie spodobało się mojej mamie, która powiedziała wprost, że jeśli nie zmienię decyzji, to ona się mnie wyrzeknie. To naprawdę smutne".
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Zawiodłem się
W moim rodzinnym domu tak wiele mówiło się o tolerancji. Podejście moich rodziców codziennie udowadniało mi, że to nie tylko puste słowa, ale też czyny. A teraz? Teraz sam czuję się nietolerowany. Bo co? Bo pokazałem swoją inność, której bliscy jednak nie potrafą zaakceptować?
Zawsze mówiłem, że jestem wdzięczny rodzicom, że wychowali mnie akurat na takiego człowieka. Czerpałem dużo z ich podejścia i naśladowałem ich.
Czułem, że niezależnie od tego jak będę postępował, zawsze zostanę przez nich zrozumiany. Bo nigdy nie zostałem odrzucony, czy wyśmiany.
Ale tym razem było inaczej
Nie konsultowałem z nikim mojej decyzji. Żyłem w przeświadczeniu, że to mi ma być dobrze. To moje życie i nikt nie przejdzie go w tych samych butach, co ja.
Wydawało mi się, że kiedy opowiem o swoich planach rodzicom, oni nie tylko się ucieszą, ale też będą mnie w nich wspierać.
A stało się zupełnie inaczej.
Zaprosiłem ich na obiad. Przygotowałem same smakołyki, bo chciałem, żeby ten poczęstunek był prawdziwie świąteczny. To była ważna dla mnie chwila i data, którą chciałem zapamiętać.
Rodzice byli w dobrych nastrojach, choć nie spodziewali się, że mam dla nich jakieś zaskakujące informacje.
canva.com
Po obiedzie wyznałem im wszystko
Zrobiłem to z uśmiechem na twarzy, bo liczyłem na to, że oni wciąż będą tak samo radośni. Że mi pogratulują i ucieszą się tak samo, jak ja.
Ale kiedy powiedziałem, że rezygnuję z medycyny, bo chcę zostać księdzem, zauważyłem od razu, że to nie jest to czego by dla mnie chcieli. A przecież moi rodzice są bardzo wierzący.
Mama zapytała, czy żartuję. Gdy odparłem, że nie, to powiedziała, że ona chce mieć wnuki, a ma tylko mnie. Jestem jej jedynym dzieckiem.
Prosiła mnie, a wręcz błagała, żebym nie popełniał błędu. Bo za poważny błąd uznała tę moją decyzję. Ale gdy twardo stałem przy swoim, wyznała, że ona się mnie wyrzeknie. A później wyszła z mieszkania i już nie wróciła.
Tata został, choć wciąż próbował mi przemówić do rozsądku. Z nim udało się szczerze porozmawiać. Wyznałem, że liczyłem na inną reakcję w myśl tego, jak mnie wychowywali. Ale tato tylko powiedział, że rozumie mamę i sam też nie jest zachwycony.
On jednak nie zerwał ze mną kontaktu. W przeciwieństwie do mamy.
Noszę w sobie ogromny żal do niej. Ale decyzji i tak nie zmienię. Sama mówiła mi zawsze, że powinienem być tym, kim chcę. I tak będzie.
Oskar