"Mój brat zawsze był outsiderem. Niestety, z różnych powodów nie ułożyło mu się w życiu i wylądował na ulicy. Wiele razy próbowałem mu pomóc i wyciągałem do niego rękę, ale nie chciał przyjąć mojej pomocy. Twierdzi, że życie na ulicy bardzo mu odpowiada. Nie mogę tego zrozumieć."
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Chłodne relacje
Ze Zbyszkiem, moim starszym bratem nigdy nie byliśmy blisko. Zawsze był na uboczu, miał swój własny świat. Ledwo zdawał z klasy do klasy. Po szkole załapał się do technikum samochodowego i znalazł pracę w warsztacie samochodowym. Kiedy rodzice dowiedzieli się, że poznał Bożenę i się jej oświadczył, kupili mu mieszkanie. Nie byliśmy nigdy biedną rodziną, więc rodzice nie żałowali Zbyszkowi. Myślę, że wiedzieli, jaki Zbyszek jest i bardzo im zależało na tym, żeby ułożył sobie życie i założył rodzinę.
Niestety przez nadużywanie alkoholu w końcu stracił pracę w warsztacie. Potem długo był na bezrobociu, aż w końcu Bożena nie wytrzymała i wyrzuciła go z domu. Wynajęła najlepszego prawnika, złożyła pozew o rozwód i zabrała mu mieszkanie. Dużo później okazało się, że Bożena niedługo po ślubie znalazła sobie kochanka i ukartowała z nim wszystko. Brat nie potrafił zupełnie walczyć o swoje, więc od razu się poddał i oddał jej mieszkanie podarowane przez rodziców. Przez jakiś czas pomieszkiwał z rodzicami, ale ciągle się kłócili, a on był już po 40., więc się wyprowadził. Przez chwilę pomieszkiwał u kolegów, ale nadal nie mógł znaleźć pracy i podejrzewam, że też się z nimi kłócił, więc w końcu wylądował na bruku.
Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem go kiedyś na ulicy, jak żebrał o pieniądze. Byłem zszokowany i zażenowany. Nie mieliśmy już od jakiegoś czasu kontaktu, ale myślałem, że może wyjechał za granicę. A on tymczasem szwendał się po obrzeżach miasta. Od razu zabrałem go z ulicy i zaprowadziłem do domu.
Zbyszek, co się stało? Co ty robisz na ulicy? Gdzie mieszkasz?
- pytałem, niedowierzając.
Canva
Bezdomny z wyboru
Zbyszek opowiedział mi o kłótniach z rodzicami i o tym, jak jego najlepszy przyjaciel zabrał mu wszystkie pieniądze kiedy on spał, a następnego dnia wyrzucił jego wszystkie rzeczy przez okno i kazał nie wracać. O tym, że wiele dni tułał się po ulicach, ale nie miał wstydu do mnie przyjść, aż w końcu przyzwyczaił się do życia na ulicy.
Słuchaj, nie jest źle. W kościele przy centrum codziennie rozdają ciepłe jedzenie, jak jest zimno, to idę do schroniska. Daję sobie radę. Mam już nawet kolegów. Niczego mi tu nie brakuje.
- tłumaczył.
Nie chciałem nawet tego słuchać. Przekonywałem go, żeby zamieszkał ze mną, zapewniałem, że pomogę mu znaleźć pracę. Powiedział, że sam sobie poradzi i wyszedł. Od tej pory kontakt nam się urwał. Nie wiem, co robi i gdzie jest Zbyszek, ale moja żona powiedziała, że chyba go ostatnio widziała pod kościołem, jak stał w kolejce po jedzenie. Jestem załamany, że mój brat tak skończył, ale co mogę zrobić? Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zjawi się w moim progu i poprosi o pomoc.
Tadeusz