"To jest niewyobrażalne. Jak Jacuś jest chory, to żona skacze koło niego non stop. A to mu budyń ugotuje, bo gardełko czerwona i połykać nie może, a to posiedzi z nim i go poprzytula. Ja tam nie wymagam jakoś wiele, ale gdyby i mną się tak zaopiekowała gdy ja choruję, to byłoby miło. A ona powiedziała, że nie będzie słuchać moich jęków, bo przesadzam. A ja miałem 37 stopni i leciało mi z nosa. Czułem się, jakby mnie czołg przejechał. Żona wcale się tym nie przejęła. Spakowała syna i pojechała z nim do mamusi. I to do swojej. Nawet mi rosołu nie nagotowała na weekend, więc jadłem kanapki przez dwa dni. Czy Wasze żony też tak Was traktują?"
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Byłem taki chory
Żeby nie było, ja swoją żonę bardzo kocham i szanuję. Kiedy ona potrzebuje wsparcia czy opieki, zawsze staram się przy niej być. Oczywiście jeśli akurat nie wyjeżdżam gdzieś z pracy, albo nie muszę zostać w tej pracy na dłużej.
Nie jestem też jakimś mięczakiem i nie proszę o pomoc często. Już naprawdę muszę się źle czuć, żeby zasugerować mojej ukochanej, że liczę na wsparcie od niej.
Tym razem tak było. Lało mi się z nosa strumieniami i nie mogłem przez to oddychać, a wtedy zawsze panikuję, bo mam wrażenie, że się duszę.
No i miałem gorączkę. Przecież 37 stopni na termometrze, to już poważna sprawa. Ja wiem, że kobiety często się z mężczyzn śmieją, że na przecięty palec muszą brać tabletkę przeciwbólową, ale ja taki nie jestem.
Liczyłem na wsparcie żony
Ona tak pięknie się zawsze opiekuje Jacusiem, że mu pozazdrościłem. Liczyłem na to, że nie będę musiał jej mówić, że chciałbym, żeby i mną się zaopiekowała w tym trudnym dla mnie czasie, ale sama na to nie wpadła. Więc w pewnym momencie po prostu poprosiłem no i na początku przynosiła mi do łóżka posiłki i podawała lekarstwa, ale w pewnym momencie powiedziała, że nie zamierza słuchać mojego marudzenia i wyjeżdża.
Po prostu wstała, spakowała siebie i synka i pojechała do mamusi na weekend. Oby to jeszcze była moja mamusia, to chociaż by mi rosołku przywiozła po powrocie. Ale ona pojechała do swojej, a ja przez całe dwa dni żywiłem się suchym chlebem, a i po to ciężko było mi wstać z łóżka, bo gorączka nie odpuszczała.

Zawiodłem się
Było mi bardzo przykro. W zasadzie moja żona postąpiła tak po raz pierwszy. Wiem, że może byłem trochę marudny, ale się czułem i trudno było mi zachować swoją radość.
Najgorsze jest jednak to, że po jej powrocie próbowałem z nią porozmawiać, ale ona kompletnie mnie nie zrozumiała. Uznała, że myślę tylko o sobie. Ale niby dlaczego? Bo chciałem, żeby potrzymała mnie za rękę? Albo pogładziła po włosach? To chyba nie tak wiele, prawda?
Grześ