„Przez ostatnie lata pracowałam jako opiekunka staruszków w małej francuskiej wiosce. To dobra, ale ciężka praca. Człowiek może się załamać patrząc na starość, ból, cierpienie. Mimo to, nigdy nie dałam po sobie poznać, że coś mnie męczy w tej pracy. Wręcz przeciwnie. Dawałam staruszkom poczucie radości, bliskość drugiej osoby. Bo właśnie tego im brakowało. Dzieci tych starszych osób w ogóle nie chcieli się nimi opiekować. Liczyły się tylko przyszłe zyski w formie ewentualnego spadku. Widziałam takie rzeczy, że w głowie się nie mieści".
Publikujemy list naszej Czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Liczą się tylko pieniądze
Jednym z ostatnich moich podopiecznych był Rafael. Staruszek, który przez lata pracował w szkole, ale niestety liczne zawały sprawiły, że musiał się bardzo oszczędzać i potrzebował opieki drugiej osoby. Miał córkę - Lissettę. Gdy pierwszy raz do nich przyjechałam, już wtedy poczułam, że współpraca ze starszym panem będzie się dobrze układać. Był miły, opowiadał żarty o Francuzach i pił ze mną nalewkę z pigwy. Przemiły człowiek.
Niestety tego samego nie mogę powiedzieć o jego córeczce. 53-letnia, dystyngowana, zawsze bardzo elegancka Lisetta wprost nienawidziła swojego ojca. Ciągle mówiła mu bez żadnego obciachu:
Odejdziesz, to będę miała cały majątek. Nie jesteś już nikomu potrzebny. Jesteś tylko problemem.
Słyszałam kilka razy te słowa. Bolało mnie serce, że Rafael zamykał się w sobie i kolejne dni po kłótniach z córką spędzał samotnie w sadzie. Wówczas nie chciał jeść, ani pić.
Ostatnie dni
Konflikt między nimi narastał, gdy Rafael coraz bardziej potrzebował mojej opieki. Krzyczała wówczas:
Do domu starców Cię oddam i już nigdy więcej nie będziesz mi zatruwał życia. Po co więcej mam płacić za opiekunkę.
Prawda, że rozdzierające słowa? Lisetta czekała na śmierć swojego ojca. Ale nie dlatego, że myślała, że mu pomoże, poczuje ulgę. Ona wręcz krztusiła się w emocjach, gdy tylko pomyślała o majątku. Jej marzenie spełniło się. Rafael odszedł spokojnie. Byłam blisko niego i gładziłam jego dłoń do ostatniego oddechu. Wciąż pamiętam jego uśmiechniętą twarz.
Jeszcze przez kilka dni mieszkałam w ich domu aż do pogrzebu. We Francji bardzo szybko odczytywany jest testament i ostatnia wola zmarłych. Nie wiem, jaka dokładnie była wola Rafaela, ale pamiętam powrót Lisetty do domu, gdy pakowałam się w drogę powrotną do Polski:
A to niewdzięcznik. Płaciłam za wszystko, a on nic mi nie zostawił.
Była wściekła. Może Rafael zrozumiał, że ta osoba nie zasługuje na wszystko, co w życiu zdobył swoją ciężką pracę. Nie ukrywam, cieszyłam się z tego.
Po powrocie do rodzinnego domu całkiem inaczej spojrzałam na swoją schorowaną matkę. Pieniądze się nie liczą. Nie wracam do Francji. Wolę zarobić mniej, ale kochać i być przy niej.
Zasmucona Opiekunka