"Między moim blokiem a kilkoma innymi jest osiedlowy plac zabaw otoczony metalowym ogrodzeniem. Są huśtawki, karuzela, domek i schowana w cieniu drzew piaskownica, którą moja córka wprost uwielbia. Mogłaby tam siedzieć godzinami! Chętnie bym jej na to pozwoliła, gdyby nie sytuacja, której świadkiem byłam ostatnio... Ta sąsiadka ma chyba nierówno pod kopułą, że świadomie pozwala na coś takiego! Przecież to jest miejsce zabaw dla dzieci, a nie..."
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Pod blokiem mam plac zabaw z piaskownicą
Pomiędzy moim blokiem i trzema innymi jest mały skwerek, a na nim ogrodzony plac zabaw. Dzieci mają tam dwie huśtawki, domek z ławeczkami, karuzela i obowiązkowo piaskownica.
Całkiem fajna, bo pod drzewami, jest tam cień. Moja córeczka uwielbia się tam bawić... Zresztą, przychodzi tutaj dużo okolicznych maluchów.
A moja Hania to typowo piaskowe dziecko. Dać jej foremki, łopatkę i będzie tak zaabsorbowana, że mogłabym w tej piaskownicy wysiedzieć kilka godzin!
Koty sąsiadki traktują piaskownicę jak kuwetę, a ona nic z tym nie robi
I wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że w naszych blokach na parterze są ogródki... A przy jednym z nich jakieś 30 m od placu mieszka starsza pani z trzema kotami.
Na ogródek przymykałam oko, dopóki pewnego razu nie przyuważyłam czegoś, przez co zrobiło mi się niedobrze! Wracałam akurat od dentysty, powoli robiła się szarówka, ale jeszcze wszystko było widać. Przechodziłam obok placu zabaw i patrzę, a tam siedzi jeden z tych jej kotów i coś ciśnie! Za chwilę zakopał dołek łapami i poszedł.

Stałam jak wryta. Fakt, wydawało mi się, że ten piach tam czasami dziwnie pachnie, ale żeby coś takiego?! Spojrzałam na ogródek, a tam jak nigdy nic siedziała sąsiadka i gadała przez telefon, ale patrzyła w stronę placu.
Nie wierzę, że nie zdaje sobie sprawy z tego, że jej koty paskudzą dzieciom miejsce zabaw! Przecież WIDZIAŁA TO i nie zareagowała...!
Chciałam z nią pogadać, ale nie otwiera. Co robić?
Szok... Jakoś na początku nie zdawałam sobie sprawy, że te koty są wychodzące... Zazwyczaj opalały się na parapecie albo na murku i nie widziałam ich nigdzie dalej. Z tego, co wiem, koty nie mogą łazić po mieście nawet na smyczy z właścicielem. Jest całkowity zakaz wyprowadzania tych zwierząt. A tutaj biegają samopas, a kobiecina zostawia im nawet uchyloną furtkę!
Gdy wkurzona zaczęłam iść w jej stronę, szybko się schowała do mieszkania... Postanowiłam zapukać do drzwi, ale nie otworzyła. Powinna się wstydzić...
Od tamtej pory moje dziecko nie może bawić się w piaskownicy... Jeszcze coś złapie w tej kociej kuwecie, co za masakra! Zamierzam to zgłosić do administracji, może założą jakąś plandekę i wymienią ten piach... bo na razie to się nie nadaje do użytku. Co jeszcze mogę zrobić, skoro ona ewidentnie nie chce gadać?
Mama Agatki