„Mój mały Adaś zaczął nazywać sąsiadkę „babcią". Byłam w szoku. Z jednej strony byłam wdzięczna za dobroć i troskę, jaką sąsiadka okazywała mojemu synowi. Z drugiej strony, zaczęłam odczuwać niepokój i zazdrość, gdy zauważyłam, jak silną więź buduje z Adamem”.
Publikujemy list naszej Czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Ekscytacja Adasia nie miała końca
Każdego popołudnia, po powrocie z przedszkola, mój maluch zaraz kierował się do mieszkania starszej sąsiadki. Z jego opowieści zrozumiałam, że czekały tam na niego różne fajne zabawy. Od gier planszowych, które zawsze sprawiały mu ogromną radość, po malutkie upominki, które sąsiadka specjalnie dla niego przygotowywała. Adaś wierzył, że sąsiadka to czarodziejka, która potrafi sprawić, że zwykły dzień stawał się wyjątkowy. Było to bardzo urocze, ale też niepokojące z jakiegoś powodu.

Niesłuszna zazdrość?
W oczach mojego syna sąsiadka była jak druga babcia, a ich wspólne chwile stawały się coraz bardziej cenne. Ta sytuacja stawała się dla mnie coraz trudniejsza do zniesienia.
Czułam, że tracę część tego, co kiedyś było moim wyłącznym przywilejem - magiczne relacje z synem. Zaczęłam czuć zazdrość, a jednocześnie wiedziałam i czułam, że nie mogę przeszkodzić Adamowi w budowaniu tej bliskości z sąsiadką. Postanowiłam sprawdzić, kim tak naprawdę jest seniorka z mojego bloku.
Przełom w relacjach
We wtorkowe popołudnie postanowiłam zastukać do sąsiadki i zaprosić ją do nas na herbatę i ciepły drożdżowiec. Byłam pełna obaw, serce łomotało mi jak szalone, ale stwierdziłam, że muszę ją poznać bliżej i zrozumieć, co tak naprawdę widzi w niej moje dziecię. To spotkanie okazało się przełomem. Nie spodziewałam się tego.
Sąsiadka okazała się ciepłą, kochającą osobą, która zwyczajnie tęskniła za swoimi wnukami, mieszkającymi daleko. Nie odwiedzali jej od wielu lat. Seniorka bardzo chciała czuć się też kochana. Całą babciną miłość przelała na Adasia. Dowiedziałam się, że razem piekli ciasta, chodzili na spacery lub po prostu rozmawiali. Sąsiadka była cierpliwa i troskliwa, zawsze słuchając Adama z uwagą i szanując jego marzenia i opowieści. Byłam absolutnie wzruszona i moje serce chciało z radości podskakiwać. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tak fascynującej relacji.
Zaczęliśmy spędzać popołudnia we trójkę i poczułam w końcu, że to nie była konkurencja, ale dodatkowe źródło miłości i wsparcia dla Adasia. Zaczęłam widzieć, jak cenny jest ten czas i jak pozytywnie wpływa na jego rozwój i szczęście, które malowało się codziennie na tej małej buźce. Serio, nie ma nic lepszego niż taki widok. Jeśli w swojej okolicy macie takich seniorów, to może warto czasem z nimi porozmawiać w trakcie spaceru z maluchami? Kto wie, może i Wam przytrafi się taka cudowna osoba jak nam.
Wdzięczna Agata