"Mamy z koleżankami taki fajny zespół. Jesteśmy kobietami z wyższych sfer, które nie przyjmują do swojego zespołu byle kogo. Ostatnio jednak Karolina przyprowadziła do nas taką Wiolettę i nie mogę w to uwierzyć, że taka osoba się wśród nas pojawiła. Ona do nas nie pasuje — jest wulgarna, śmieje się jak kobieta ze wsi, a jeszcze na dodatek nosi znacznie gorsze ubrania. Ale to jeszcze nie wszystko..."
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Jesteśmy kobietami z wyższych sfer
Nie da się ukryć, że razem z dziewczynami nie tworzymy zwykłego zespołu, ale jesteśmy kobietami z wyższych sfer, prawdziwymi królewnami.
Każda z nas jest inna, ale każda też osiągnęła w swoim życiu spektakularny sukces. Wśród nas są prezeski firm, pisarki i influencerki. Każda zapracowała na wyjątkową pozycję, którą dzisiaj zajmuje.
Ja sama napisałam książkę w języku angielskim, która sprzedawała się naprawdę świetnie w USA. Wcześniej ukończyłam prestiżowy Uniwersytet i zawsze robiłam wszystko, by dzisiaj można mnie było nazwać królową. Podobnie było z innymi dziewczynami, z którymi tworzyłyśmy przyjacielski team.
Spotykałyśmy się co sobotę. Czasem wybierałyśmy na miejsce spotkania najlepsze warszawskie hotele, a innym razem zapraszałyśmy do naszych willi. Za każdym jednak razem stawiałyśmy przede wszystkim na jakość i styl.
Wszystko pewnie dalej by tak wyglądało, gdyby w naszym gronie nie pojawiła się koleżanka, która zupełnie do nas nie pasuje. Tą "koleżanką" jest Wiola.
Canva
Wiola nie jest z naszej sfery
Pewnego dnia Karolina zaprosiła na spotkanie z nami tajemniczą Wiolettę, która jest żoną jakiegoś miliardera. Nie byłam z tego powodu zadowolona. My ciężko pracowałyśmy, żeby być na tym miejscu, na którym jesteśmy, a ona po prostu wyszła za mąż za bogacza.
Gdy się pojawiła, od razu jej nie polubiłam. Przyszła w bardzo tanich ubraniach. Nawet nie zakładała marek największych projektantów, tylko jakieś szmaty. Na dodatek była niesamowicie głośna, ciągle się śmiała i przeklinała. Ale to jeszcze nie wszystko.
Dla mnie było to nie do pojęcia, że ktoś może się tak w towarzystwie zachowywać. Ja jestem przyzwyczajona do innych standardów. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam jej, że odzywać może się we własnej oborze, a nie w tak znamienitym towarzystwie i ja nie zamierzam słuchać takich słów. Ona wtedy się oburzyła i nazwała mnie prowincjonalną paniusią. To było dla mnie zbyt wiele i dopiero jej wygarnęłam. Już pominę słowa, które użyłam, ale powiem tylko, że Wioletta od razu wyszła.
Byłam bardzo zadowolona, że pozbyłyśmy się tego intruza, ale dziewczyny uważają, że źle się zachowałam i nie powinnam odzywać się w taki sposób do Wioli. W ich nawet ocenie to Ja powinnam Ją przeprosić. Nie mogę w to uwierzyć. Ja absolutnie nigdy nie przepraszam. Królowa nie ma za co przepraszać.
Honorata