„Na pierwszy rzut oka sprawiam wrażenie pogodnej osoby. Zawsze uśmiechnięta, radosna, ciesząca się nawet z najdrobniejszych rzeczy, takich jak babcine ciasto, czy spotkany na drodze piesek. Jednak każdego dnia w głowie tworzę najczarniejsze scenariusze. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy ktoś jeszcze tak ma... A może coś jest ze mną nie tak?”
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Pozory mylą. Jestem dowodem!
Jestem bardzo radosną osobą. Potrafię uśmiechnąć się do nieznajomego staruszka na pasach, życzyć kierowcy autobusu miłego dnia, czy skomplementować przypadkowo spotkaną kobietę na ulicy. Na mojej twarzy często gości szeroki i szczery uśmiech. To nie żadna maska! Niczego nie udaję. Należę do tego rodzaju ludzi, którzy cieszą się nawet na widok spotkanego motylka czy pieska spacerującego po parku.
Jednak pozory mylą... Jestem tego doskonałym dowodem! Każdego dnia tworzę w głowie najczarniejsze scenariusze. Właśnie dlatego piszę ten list, bo zaczęłam zastanawiać się, czy ktoś jeszcze tak ma... A może wręcz przeciwnie — coś jest ze mną nie tak i powinnam szukać pomocy? Tylko gdzie? Podpowiedzcie!
Uwielbiam podróże. Nie muszę wyjeżdżać za granicę, żeby być szczęśliwa. Nie muszę nawet opuszczać województwa. Dookoła jest tyle urokliwych miejsc, które chłonę każdym spojrzeniem i zapisuję na zdjęciach, wspominając później z uśmiechem na ustach. Jednak nawet krótka wycieczka samochodowa przyprawia mnie o zmartwienia.
A co jeśli nie dojedziemy szczęśliwie na miejsce? W najlepszym wypadku ucierpi tylko samochód, a w najgorszym...?
- w mojej głowie aż roi się od takich myśli.
Canva
Sama nie wiem, dlaczego tak mam
Kocham chodzić do kina, ale nawet podczas filmu łapię się na tym, że moje myśli krążą zupełnie gdzieś indziej, niż wokół fabuły...
A co jeśli budynek się zawali? Albo ktoś siedzący obok mnie nagle będzie potrzebował pomocy, bo zakrztusi się popcornem? Czy będę umiała mu pomóc?
Nie rozumiem, dlaczego tak się dzieje. Wiem, że życie mamy tylko jedno i trzeba przeżyć je jak najlepiej, korzystając z tego, co mamy i ciesząc się nawet z najmniejszych przyjemności. Z jednej strony doceniam wszystko to, co posiadam, a z drugiej, boję się, że to wszystko w końcu pęknie, jak bańka mydlana.
Staram się sobie tłumaczyć, że te czarne scenariusze to tylko wytwór mojej bujnej wyobraźni, która została ze mną od czasów dziecięcych. Wobec tego wcale nie muszą się spełnić i choć czasami to pomaga, często czuję, że za chwilę wydarzy się coś złego. Boję się, że siła przyciągania w końcu zadziała i sama ściągnę na siebie nieszczęście. Jak z tym wygrać? Pomóżcie!
Roxi