„Dom seniora to miejsce, które funkcjonuje nie tylko po to, żeby pomóc osobom w sędziwym wieku godnie przeżyć zmierzch życia, ale też po to, żeby przynieść zysk właścicielom. Pracowałam w takim miejscu, jednak podupadłam na zdrowiu psychicznym i musiałam się zwolnić. W domach seniora odwieczny problem to [...]”
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Pracowałam w domu seniora
Decyzja o umieszczeniu bliskich w domu seniora jednym przychodzi z łatwością, a drugim z ogromnym trudem. Niekiedy dzieci mają swoje życie i nie chcą poświęcać go na opiekę nad schorowaną, starszą osobą. Wolą raz na jakiś czas wpaść w odwiedziny i upewnić się, że u dziadków, czy rodziców wszystko w porządku, i że nie dzieje się im żadna krzywda.
Inni z kolei czują, że nie są w stanie podołać obowiązkom, z którymi wiąże się na przykład pilnowanie seniora chorującego na Alzheimera i ze względów bezpieczeństwa wolą powierzyć to zadanie specjalistom.
Niezależnie od tego, jaki powód kieruje skorzystaniem z usług domu opieki, podczas mojej pracy w tym miejscu zauważyłam jeden poważny problem, który jest typowy dla tego typu placówek.
Nie miałam wyboru
Kiedy mąż został zwolniony z pracy, nie miałam wyboru. Musiałam znaleźć jakieś sensowne zajęcie, żeby zdobyć stałe zatrudnienie i móc spłacać zaciągnięty kredyt, zanim naliczą nam jeszcze większe odsetki za opóźnienia.
Przyjęłam się w domu pomocy społecznej, gdzie zaproponowali całkiem niezłą stawkę. Przyznam szczerze, że od zawsze byłam osobą, która lubiła pomagać innym. W wolnym czasie niejednokrotnie wyprowadzałam psy ze schroniska czy wnosiłam schorowanej sąsiadce ciężkie zakupy na czwarte piętro.
Po trzech miesiącach pracy w domu seniora podjęłam jednak decyzję, że nie jest to zajęcie dla mnie i złożyłam wypowiedzenie. Wszystko przez to, że byłam już na skraju załamania nerwowego, obserwując pewną rzecz.

Serce się kraje
W domach seniora odwieczny problem to samotność. Nawet nie wyobrażacie sobie, z jaką przykrością spoglądałam każdego dnia na tych staruszków, którzy godzinami stali w oknie, czekając, aż ich ktoś w końcu odwiedzi. Niektórzy po pewnym czasie odpuszczali i siadali w łóżku, a w ich oczach nie było już nawet iskierki nadziei. Inni nie dawali za wygraną i dzień w dzień zerkali zza firanek, czy wymarzone odwiedziny w końcu dojdą do skutku.
Ten widok towarzyszył mi po 8 godzin przez 5 dni w tygodniu. To naprawdę łamało moje serce i sprawiało, że wymiękałam. Codziennie przeżywałam straszny dołek i bałam się, że już nigdy z niego nie wyjdę.
Dom seniora to miejsce, które funkcjonuje nie tylko po to, żeby pomóc osobom w sędziwym wieku godnie przeżyć zmierzch życia, ale też po to, żeby przynieść zysk właścicielom. Często wiąże się to z ograniczoną liczbą zatrudnionych osób, które — choćby bardzo chciały dotrzymać towarzystwa każdej babuniu i każdemu dziadziusiowi — nie mają wystarczająco czasu, bo mają na głowie mnóstwo obowiązków. Odwiedzajcie swoich bliskich, jeśli znajdą się w tym miejscu! Oni naprawdę tego potrzebują...
Marianna