"Jak ktoś mi powie, że planowanie to w każdym przypadku coś wspaniałego, to powiem mu, żeby postukał się po głowie. Mój partner planuje dosłownie WSZYSTKO. Oczywiście w pewnych sytuacjach to dobre rozwiązanie, bo na przykład płacimy teraz dużo mniej za zakupy. Nie wychodzimy poza listę, która jest przygotowana na cały tydzień z góry. Dużo wcześniej wiemy gdzie i kiedy pojedziemy na wakacje i mamy pieniądze odłożone na czarną godzinę, w specjalnej kopercie w domowym budżetowniku. Jednak ja jestem bardzo spontaniczną osobą i są rzeczy, których planować po prostu nie chcę. A on wpisuje w zeszyt nawet coś takiego. Dla mnie to już gruba przesada".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Życie jak od linijki
Piotrek kiedyś taki nie był. Był spontaniczny i to chyba bardziej niż ja. Zawsze podziwiałam go i doceniałam za wszystkie te jego szalone pomysły, za którymi teraz tęsknię.
Mieliśmy taki czas, że było nam naprawdę trudno finansowo. Przepalaliśmy dosłownie każdą złotówkę z budżetu już w drugim tygodniu miesiąca i później było nam naprawdę ciężko, bo musieliśmy żyć z zapasów.
Wtedy Piotrek kupił budżetownik i specjalne koperty z przekładkami i zaczął wszystko rozpisywać.
Dzieliliśmy gotówkę w kopertach na różne kategorie i jeśli w którejś robiło się pustawo, to zaciskaliśmy pasa.
Szybko okazało się, że nawet zostają nam jakieś drobniaki. Te przekładaliśmy do kopert z wyzwaniami na oszczędzanie.
Budżetowanie mu się spodobało
Ja z resztą też byłam zachwycona tym rozwiązaniem, bo wreszcie nie brakowało nam pieniędzy, choć wciąż zarabialiśmy tyle samo.
Piotrek zaczął planować dokładniej wszystkie posiłki i robić listy zakupów i wtedy w kopertach zostawało jeszcze więcej.
Jednak w pewnym momencie to całe planowanie wymknęło mu się spod kontroli. On totalnie przestał być spontaniczny i musiał mieć zaplanowane dosłownie wszystko. Nie tylko nasze wydatki czy obiady.

To już gruba przesada
Wszelkie spotkania ze znajomymi czy z rodziną wpisywał do oddzielnego zeszytu i zamykał "zapisy" na dwa tygodnie przed danym terminem. Zachowywał się, jak byśmy byli jakąś rodziną królewską i jakby każdy musiał się przed spotkaniem anonsować.
Ale to jeszcze nic! Pewnego wieczoru miałam ochotę na bliskość z partnerem. Zainicjowałam więc grę wstępną. On zawsze był chętny do łóżkowych igraszek, ale tym razem po prostu mnie odepchnął i zapytał, czy zajrzałam do zeszytu.
Zaskoczona tą odpowiedzią pomyślałam, że chyba mu się coś pomyliło, ale on wstał i przyniósł mi zeszyt z twardą, czerwoną oprawą.
Otworzyłam go i nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam w środku. Piotrek zapisał w zeszycie wszystkie dni, w które możemy być ze sobą blisko. Obliczył sobie nawet kiedy przypadają moje babskie dni.
Mało tego! Ten jego czerwony zeszycik miał już dla nas plany na walentynki i kopertę z odłożonymi pieniędzmi na tę okazję.
Ja naprawdę doceniam to, że Piotrek stara się mieć wszystko super uporządkowane, ale są pewne rzeczy, które powinny wychodzić spontanicznie. A już na pewno jest to bliskość z moim facetem.
Dla mnie planowanie zbliżeń na miesiąc wcześniej to szaleństwo i tu już chyba przyda się wizyta u psychologa.
Marta