"Minęło dopiero kilka dni, a ja już wylądowałam na dywaniku u pań wychowawczyń z przedszkola, do którego chodzi mój synek... Nie spodziewałam się, że spotka mnie taki ciemnogród! Zamiast dać dziecku czas i spokój, wymownie zasugerowano mi, żebym rano przyprowadzała synka w majteczkach, a nie w pampersie. Nie dość, że dziecko ma stres adaptacyjny, to jeszcze mam mu taką zmianę zafundować? Nie jest na to gotowy, a my mamy swoje powody".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Mój 2,5-latek idzie do przedszkola. Lecz jest pewien problem
Początek roku przedszkolnego i już się zaczyna nieciekawą akcją... Po czterech dniach edukacji w tej placówce wylądowałam na dywaniku. To dopiero! Panie wychowawczynie z grupy Krasnali, do której chodzi mój Tymek, poprosiły o kilka minut rozmowy.
Nie wiedziałam zupełnie, o co może im chodzić... Mój synek jest raczej nieśmiałym dzieckiem, nie szuka zbyt często kontaktów z rówieśnikami. Zresztą, na relacje społeczne przyjdzie czas. Mało prawdopodobne, żeby wszedł w konflikt z innym dzieckiem, więc to pewnie nie to...
Usłyszałam coś, czego się nie spodziewałam. Panie poprosiły, żebym rano przyprowadzała Tymka bez pieluchy! W bawełnianych majteczkach, bo to już duży chłopiec, przedszkolak. Zresztą, dodały, że będzie im łatwiej ogarnąć całą grupę.
Argumentowały też, że do ich obowiązków nie należy zmiana pieluchy. Dziwi mnie to, bo w czerwcu rozmawiałam z dyrekcją i miało nie być problemów. Ale panie wychowawczynie mają swoje zdanie i mimo to nalegały!
Ja rozumiem i zgadzam się z tym, że przedszkole może mieć obiekcje do rodziców, którzy zaniedbali temat odpieluchowania i radośnie przyprowadzili swoje dzieci 1 września, żeby panie w przedszkolu wszystkiego nauczyły. To nie jest fair ani wobec dzieci, ani wobec pań.

Mój syn da sobie radę, ale potrzebuje więcej czasu
Ale mój synek to nie przypadek takiego zaniedbania! Jest najmłodszym dzieckiem w całym przedszkolu. Dodam, że to jedyne państwowe przedszkole w promieniu 12 km i nie, nie ma oddziału integracyjnego. A szkoda.
Problem z odpieluchowaniem wynika u nas z tego, że mój Tymek urodził się na dwa dni przed końcem roku, przez co załapał się na wcześniejszy rocznik... Do tego jest wcześniakiem urodzonym na dwa miesiące przed terminem, w 32. tygodniu ciąży!
Miał ciężki start, te brakujące do terminu dwa miesiące spędził w inkubatorze. Rozwija się nieco inaczej niż dzieci urodzone o czasie. Wymaga więcej troski i potrzebuje więcej czasu. Potrzebuje też spokoju, żeby nikt go nie poganiał, a kolejne kroki milowe w rozwoju wykonuje później niż jego rówieśnicy.
Chodzić zaczął dopiero w wieku 18 miesięcy... Teraz ma 2,5 roku, a niektóre dzieci z grupy są od niego praktycznie o cały rok starsze! Na tym etapie rok to jak przepaść rozwojowa...
Mój synek nie jest gotowy na odpieluchowanie
Nie jest jeszcze gotowy do chodzenia w dzień bez pieluchy. Na przykład dlatego, że nie potrafi się ubrać po skorzystaniu z nocnika. To przyjdzie z czasem. Wiem o tym i nie dam sobie wmówić, że jest inaczej. Mam też dwoje starszych dzieci, które nauczyły mnie, że niczego nie da się przyspieszyć na siłę, bo to zawsze będzie kosztem dziecka.
A mój Tymek jest chłopcem wrażliwym i wolałabym z tego powodu nie fundować mu niepotrzebnych stresów, bo ktoś tak chce i ma taką wizję. Nie wydaje mi się, żeby panie miały prawo zmuszać rodzica do odpieluchowania dziecka... Jeszcze się nabawi zaparć nawykowych!
Już sama adaptacja przedszkolna dla chłopca, który nigdy nie był w żadnej placówce, to wystarczający stres, a co dopiero jakieś dodatkowe wymogi, których mój synek na razie nie ogarnia. Nie rozumiem, w czym przebieranie zestresowanego dziecka kilka razy w ciągu dnia w suche spodnie jest lepsze od prostej zmiany pieluchy.
Nie wiem, jak mam z nimi rozmawiać, skoro niby dyrekcja była przychylna, ale ostatecznie zderzyłam się ze ścianą... Nie mogę sobie pozwolić na to, żeby jeszcze rok był ze mną w domu. Czas do pracy wracać... Zresztą, nie wiem, czy za rok by go przyjęli do trzylatków...
Mama wcześniaka